Yamaha CS01 była na początku lat 80. jednym z najpopularniejszych instrumentów elektronicznych doby przedcyfrowej. Usłyszymy ją w wielu klasycznych utworach z tamtych lat, od OMD po Chicka Corea. Jej freeware’owy, wirtualny odpowiednik pod postacią wtyczki VST Hahaha CS01 pojawił się już jakiś czas temu, ale teraz wraca w nowej odświeżonej formie jako v2.0 (do pobrania stąd).
Nowy instrument ma poprawioną grafikę, 8-głosową polifonię i wbudowany chorus. Oczywiście nie mogliśmy się powstrzymać od sprawdzenia jak działa, i od razu ukroiliśmy na nim mały kawałek demo.
Czytaj dalej
Zbliżają się targi we Frankfurcie i najwyższy czas rozpocząć plotkowanie (OK, nazwijmy to kontrolowanymi przeciekami) na temat nowych produktów. Dziś Universal Audio, Toontrack i Mackie.
Dla fanów Universal Audio szykuje się podobno prawdziwa bomba. Zgodnie z enigmatycznym wpisem na Facebooku będzie to korektor, po którym “wszystkim opadną szczęki, i jakiego nigdy do tej pory nie było“. Czyżby wreszcie zmaterializował się zamysł stworzenia wirtualnego Massive Passive? Nie potwierdzamy i nie zaprzeczamy, ale możemy powiedzieć, że to dopiero początek jeśli chodzi o nowości UA.
Czytaj dalej
TC Electronic udostępnił pakiet oprogramowania dla interfejsów audio w wersji 2.4. Są one dostępne bez żadnych opłat pod tym adresem. Oferują obsługę 64-bitowego systemu operacyjnego Windows i – zgodnie z informacją producenta – mają poprawioną stabilność przy współpracy z makami oprogramowanymi Śnieżnym Leopardem. Jeśli chodzi o Windows, TC zapewnia, że użytkownicy, zwłaszcza Szczęśliwej Siódemki, odczują wyraźną poprawę wydajności w porównaniu do poprzednich odsłon sterowników. Wraz z tym wydaniem driverów, wszystkie natywnie działające plug-iny TC, czyli M40 Reverb, ResFilter i Assimilator, będą już pracować z każdym interfejsem tego producenta.
EMI, które próbuje na wszelkie sposoby łatać dziurę w budżecie zrobioną ponoć przez brzydkich i nieczułych piratów, i niedawno wycofało się ze storpedowanej publicznie propozycji sprzedaży studia Abbey Road (o czym pisaliśmy wielokrotnie), wyszło z klasycznego w swej prostocie założenia, że jak nie kijem go, to pałą.
Zgodnie z tą dewizą sprzedało inny obiekt studyjny, który – podobnie jak Abbey Road – od jakiegoś czasu robił straszne tyły finansowe (też przez tych brzydkich piratów oczywiście), a który został zamknięty w ubiegłym roku przy dźwiękach marsza pogrzebowego granego przez wszystkie branżowe media świata. Chodzi o studio Olympic, które konkurowało z Abbey Road jeśli chodzi o znaczenie dla świata produkcji muzycznej (dłuuuugą listę muzyków, którzy tam nagrywali znajdziecie tutaj; chyba krótsza byłaby lista tych, którzy tam nie nagrywali). Jak widać włodarze EMI uznali, że było mniej ważne od AB, bo teraz będzie w nim multikino. Tak w każdym razie donosi prasa brytyjska informując też, że Olympic poszło w prywatne ręce za marne 3,5 miliona funtów. Dla niektórych to kieszonkowe.
> Najnowsze komentarze