Strona główna > Monitory > Sprawa wygrzewania głośników

Sprawa wygrzewania głośników

Tematyka tzw. „wygrzewania” zestawów głośnikowych i słuchawek zawsze wzbudza kontrowersje. Jedni twierdzą, że jest ono niezbędne do tego, by sprzęt osiągnął swoje docelowe brzmienie, inni uważają to za kompletną bzdurę i przejaw audiofilstwa w swej skrajnej, sektowo-magicznej formie.

Być może trochę światła na tę sprawę rzuci wypowiedź Petera Thomasa – szefa, założyciela i głównego konstruktora firmy PMC. W końcu gdzie mamy szukać autorytetów, jak nie wśród ludzi odpowiedzialnych za skonstruowanie zestawów głośnikowych pracujących w najbardziej prestiżowych studiach nagraniowych i postprodukcyjnych na świecie?

Głośniki są urządzeniami mechanicznymi. Resor, który otacza membranę ma określoną podatność mechaniczną i sztywność zmieniającą się wraz z zachodzeniem procesów zmian strukturalnych w samym materiale.

W przypadku każdego przetwornika początkowa elastyczność tego materiału jest inna niż po pewnym czasie pracy. Musi on przez pewien czas pracować, by osiągnąć swoją docelową elastyczność, ustabilizować się mechanicznie. Dużo zależy też od samego materiału i jego właściwości. Dlatego właśnie zalecamy wszystkim naszym klientom, by przed rozpoczęciem korzystania z monitorów dokonali tak zwanego wygrzania, dzięki któremu wszystkie ruchome elementy przetworników znacznie szybciej ustabilizują się mechanicznie i uzyskają swoją docelową elastyczność.

Proces ten ma szczególne znacznie w przypadku przetworników wysokotonowych. Chodzi tu o ich współpracę ze zwrotnicą. Zwrotnica projektowana jest pod kątem stabilnej pracy z jednakowymi parametrami, które nie zmieniają się w czasie. Natomiast drivery, jako typowe urządzenia mechaniczne, z powodów, o których mówiłem wcześniej, mają początkowo nieco inne parametry, zwłaszcza jeśli chodzi o ich częstotliwość rezonansową. Dlatego w nowych monitorach dopasowanie między zwrotnicą a driverami nie jest idealne. Można często zauważyć, że nowe zestawy głośnikowe brzmią nieco bardziej agresywnie, co wynika właśnie z tego początkowego niedopasowania. Podobna sytuacja ma też miejsce w przypadku głośników niskotonowych, w których początkowy rezonans własny występuje na wyższej częstotliwości niż rezonans docelowy. Różnica ta nie jest wcale mała, gdyż wynosi od 10 do 20 procent. Zanim woofer osiągnie swoją nominalną częstotliwość rezonansową, zestawy głośnikowe przetwarzają basy w sposób nieco rozmyty i mniej precyzyjny.

Moim zdaniem czym lepsza konstrukcja głośnika, tym większe różnice między brzmieniem przed wygrzaniem, i po nim. W przypadku słabszych jakościowo przetworników różnica ta będzie niewielka. Dobrej klasy przetworniki, pracujące w odpowiednio dostrojonej obudowie, z dobrą zwrotnicą, tworzą precyzyjnie spasowany system przetwarzania, w którym tego typu subtelności są znacznie lepiej słyszalne niż w konstrukcjach charakteryzujących się większą tolerancją poszczególnych elementów.

Całą rozmowę z Peterem Thomasem na ten, i wiele innych tematów znajdziecie w kwietniowym numerze magazynu Estrada i Studio.

  1. 19 Marzec 2010 o 6:37 | #1

    Andrzej Samson też był wielkim psychologiem pediatrą, ale okazał się to wielki fake…
    Oto są autorytety… a ten w dodatku jasno mówi ze sprzedaje lipne wyroby, które się ciągle zmieniają w czasie pracy…

  2. Krasnal
    19 Marzec 2010 o 11:34 | #2

    monter :
    Oto są autorytety… a ten w dodatku jasno mówi ze sprzedaje lipne wyroby, które się ciągle zmieniają w czasie pracy…

    Masz 100% racji. W ogóle jacyś wariaci chyba kupują te głośniki. Nie dość że kiepskie, bo trzeba wygrzać, to jeszcze drogie… ;-)

  3. mb
    19 Marzec 2010 o 16:55 | #3

    Nie rozumiem, jak można w dzisiejszych czasach kosmicznych technologii materiałowych produkować coś, co prosto z fabryki nie działa optymalnie, tylko musi się trochę zużyć, żeby nabrać odpowiedniej „klasy”. Toż to dowodzi totalnego nieudacznictwa producenta. Zawsze mnie też ciekawiło, dlaczego większość urządzeń technicznych z czasem pogarsza swoją jakość, bo elementy się zużywają, a głośniki jakimś dziwnym trafem rzekomo grają coraz lepiej. Zapewne chodzi tu o skojarzenie ze starym winem albo dziełami sztuki. Widać, że podobne dyrdymały opowiadają projektanci i producenci głośników po to, żeby nadać swoim dziełom nieuzasadnionych przymiotów czegoś wyjątkowego i magicznego. A im bardziej ktoś próbuje wcisnąć mi kit tym bardziej jestem nieufny do tego co mi oferuje. Ta opinia pana Thomasa przekonała mnie więc, żeby nigdy nie kupować PMC.

  4. 20 Marzec 2010 o 11:51 | #4

    ;) to samo dotyczy sie oszukanczych producentow samochodow .. kupujesz a tu silnik nie jest dotarty , nie mozna osiagac maksymalnych parametrow, spalanie zmienia sie z czasem ! co to wogole ze badziewia — opinia przekonala mnie by nie kupowac Rolls-Royce’a

  5. graminia
    20 Marzec 2010 o 13:09 | #5

    W całym wykładzie p. Thomasa chodzi o to, że praw fizyki nie da sie oszukać.
    Jest też cos takiego jak krzywa zużycia. Początkowe zużycie jest bardzo gwałtowne (po to jest dotarcie i wygrzewanie), potem następuje stabilizacja parametrów na poziomie użytkowym.
    Należy pamiętać, że głośniki to urządzenia elektroMECHANICZNE.

  6. eurodancer
    20 Marzec 2010 o 16:36 | #6

    nie macie racji, ja swoje adamy i yamahy zawsze przed miksem dokładnie wycieram spirytusem membrany następnie okadzam mieszanką kadzidła i zioła co zapewnia doskonały odsłuch i perfekcyjny miks. Nigdy nie wierzyłem w jakieś wygrzewanie.

  7. 20 Marzec 2010 o 19:48 | #7

    nie da się porównać zużywającego z czasem urządzenia mechanicznego (tutaj jako przykład do porównania z głośnikiem podano m.in. silnik samochodowy!) do prymitywnej konstrukcji głośnika, którego 100% użytych materiałów pracuje nie przekraczając granicy sprężystości, a pomiędzy jego pracującymi elementami nie występuje tarcie…

    W przypadku głośników wspomniana krzywa zużycia odnosi się raczej do starzenia się użytych materiałów, a nie ich mechanicznego zużycia. Ale to i tak ma takie znaczenia jak hodowla fasoli w Burkina Faso do produkcji krasnali dla Niemców (obecna technologia takie czasy dla materiałów potrafi wydłużać i do kilkudziesięciu lat, a przecież markowi producenci nie używają byle czego kupionego w hurtowni, no chyba że PMC..).

    Teoria o „gwałtownym zużyciu i stabilizacji na poziomie użytkowym” trąci teoriami z gazetek i forów audiofilskich, sorry.

    Notabene, współczesne markowe samochody nie potrzebują tzw. „docierania”. Obecnie elementy mechaniczne samochodów wykonywane sa w bardzo wysokich klasach dokładności, a oleje, smary używane w motoryzacji to jest majstersztyk inżynierii chemicznej…

  8. Anonim
    23 Marzec 2010 o 7:52 | #8

    och, czy naprawdę wszyscy ludzie powyżej muszą być tak obrzydliwie zacietrzewieni w swojej agresji ?

  9. 23 Marzec 2010 o 13:21 | #9

    na pewno nie powinno tu być anonimów, którzy nie mają nic sensownego w temacie od powiedzenia

  10. Obywatel
    29 Październik 2010 o 22:17 | #10

    Kolego @mb@, proponuję Ci zatem od razu po przebudzeniu rano zerwać się z łóżka i puścić sprintem przez 5 km. Tak jak człowiekowi, tak i każdemu urządzeniu potrzebny jest ‘soft start’. Również np. samochodu nie powinniśmy żyłować od razu po odpaleniu. Zresztą, kto ma jako taką świadomość techniczną, ten wie o czym mówię.

  11. Kyle
    31 Październik 2010 o 5:58 | #11

    monter :

    Andrzej Samson też był wielkim psychologiem pediatrą, ale okazał się to wielki fake…
    Oto są autorytety… a ten w dodatku jasno mówi ze sprzedaje lipne wyroby, które się ciągle zmieniają w czasie pracy…

    Na skutek zmiany sprężystości resorów głośnika zmienia się jego częstotliwość rezonansowa (obniża – np. niskotonowego) … ale jeśli Pan twierdzi inaczej to może jakiś dowód? Bo jak na razie to jakiej firmy produkującej głośniki materiałów bym nie czytał, to jest mowa o tych zmianach (jak najbardziej mierzalnych).

  12. Kyle
    31 Październik 2010 o 6:02 | #12

    mb :

    Nie rozumiem, jak można w dzisiejszych czasach kosmicznych technologii materiałowych produkować coś, co prosto z fabryki nie działa optymalnie, tylko musi się trochę zużyć, żeby nabrać odpowiedniej „klasy”. Toż to dowodzi totalnego nieudacznictwa producenta. Zawsze mnie też ciekawiło, dlaczego większość urządzeń technicznych z czasem pogarsza swoją jakość, bo elementy się zużywają, a głośniki jakimś dziwnym trafem rzekomo grają coraz lepiej. Zapewne chodzi tu o skojarzenie ze starym winem albo dziełami sztuki. Widać, że podobne dyrdymały opowiadają projektanci i producenci głośników po to, żeby nadać swoim dziełom nieuzasadnionych przymiotów czegoś wyjątkowego i magicznego. A im bardziej ktoś próbuje wcisnąć mi kit tym bardziej jestem nieufny do tego co mi oferuje. Ta opinia pana Thomasa przekonała mnie więc, żeby nigdy nie kupować PMC.

    Proponuję nie kupować też nic firm ADAM, APS, FOCAL i B&W Nautilus też … podobnie jak TANNOY, KEF, Lipinski, Genelec i inne takie tam x-P … bo wszędzie produkują takie dziadostwo pod tym wzgl. jak PMC …

  1. 23 Marzec 2010 o 8:12 | #1

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Gravatar
WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 244 other followers