Wpisy oznaczone tagiem

mastering

Co się dzieje, gdy przekraczamy nieprzekraczalne?

Opublikowano przez

Mając do dyspozycji 144 dB dynamiki większość producentów wykorzystuje nie więcej niż połowę tego obszaru, a do tego martwi się urojonym przesterowaniem True Peak…

Zobacz wideo
Posłuchaj podcastu

Mamy, dajmy na to, rozkosznie zdrowy dynamicznie fragment zdjęty z sumy DAW. Poddamy go normalizacji do -0,1 dBfs, żeby zobaczyć, gdzie jesteśmy ze szczytami sygnału, tutaj wyznaczanymi przez uderzenia werbla.

Widzimy, że możemy ten sygnał wzmocnić o 3 dB, ale bez pomocy limitera, który będzie pilnował szczytów sygnału, zabieg ten skończy się przesterowaniem. Użyjemy FabFilter Pro-L 2 z neutralnymi ustawieniami, poziomem maksymalnym -1 dBfs i 3-decybelowym wzmocnieniem przed ograniczeniem. Włączymy też ośmiokrotne nadpróbkowanie, o którym potem. Dithering nam nie będzie potrzebny, bo nie zmieniamy nic w parametrach konwersji.

Maksymalne tłumienie ogranicznika to 3 dB, czyli wszystko się zgadza z założeniami. Miernik głośności LU w trybie całościowym (integrated) pokazuje nam bardzo przyzwoite -14 dB LUfs. Po wyłączeniu limitera jest tylko nieco ciszej, dynamika zostaje zachowana. Poziomy szczytowe są pilnowane, a dzięki ich delikatnemu ograniczeniu wyeksponowaliśmy dźwięki cichsze, więc materiał brzmi nieco bardziej soczyście. W zasadzie jest idealny dla strumienia -14 dBfs, czyli np. Spotify. Dla YouTube można zwiększyć o jakieś 2-3 dB, jeśli w ogóle jest taka potrzeba, ale będzie się to już wiązało z ingerencją w brzmienie najgłośniejszych elementów, czyli np. werbla. Pozostańmy przy 3-decybelowym wzmocnieniu pod kontrolą ogranicznika -1 dBfs.

Przyjrzyjmy się statystyce – użyliśmy około 65 dB zakresu dynamiki, co na ten rodzaj muzyki wydaje się w porządku.

Wierzysz w to, co słyszysz? Przeczytaj, zobacz, posłuchaj!

Opublikowano przez

Jeśli naprawdę zależy Ci na tym, aby Twoje produkcje brzmiały doskonale, przy jak najmniejszym wysiłku i zachowaniu pełnej świadomości tego, co robisz z dźwiękiem, to po prostu musisz to obejrzeć i wysłuchać.

Zobacz wideo

Posłuchaj podcastu

Zaczniemy od eksperymentu, który będzie trwał 36 sekund. Nad korekcją dla pojedynczych śladów, grup i całych miksów na pewno pracujesz znacznie dłużej, więc poświęć proszę ten czas na jego wysłuchanie – najlepiej w słuchawkach i przy takiej głośności, z jaką zazwyczaj pracujesz z muzyką.

Eksperyment opiera się na fragmencie sygnału różowego szumu, który dwukrotnie powielam. Do środkowego fragmentu użyję korekcji z trzema filtrami wycinającymi wąskie pasmo dla 1,5, 3 i 6 kHz. Trzeci fragment podzielę na pięć fragmentów. Żeby nie było wątpliwości, odsłuchamy wszystkie klipy bez korekcji, aby upewnić się, że brzmią tak samo.

A teraz odsłuchamy całość, aby wprowadzić nasze uszy w stan, w jakim zazwyczaj funkcjonują przy pracy z muzyką.

Zastanówmy się nad tym, co się właśnie stało. Mieliśmy brzmienie początkowe, potem trochę kręciliśmy korekcją i zaraz potem znów wróciliśmy do tego brzmienia. Teraz to słychać bardzo wyraźnie, więc dlaczego wcześniej materiał po korekcji wydał się jakiś dziwny. Co więcej, każdy z kolejnych fragmentów już po części z korekcją też brzmiał inaczej. Powtórzmy ten eksperyment, zwracając uwagę na zmianę brzmienia szumu.

Wybrałem do tego eksperymentu szum różowy, ponieważ na nim najłatwiej jest wychwycić wszelkie zmiany w równowadze pasm, a ponadto pokrywa on całe spektrum audio w taki sposób, że wydaje nam się neutralny brzmieniowo. Jest swoistą białą kartką papieru, na której widać każde pociągnięcie pędzlem.

O decybelach najprościej jak to możliwe

Opublikowano przez

Z decybelem spotykamy się na każdym kroku. W jednostkach tych wyrażane są w zasadzie wszystkie wielkości z jakimi mamy do czynienia w przypadku pracy z dźwiękiem. Ale czy na pewno potrafimy prawidłowo je zinterpretować?

Zobacz wideo
Posłuchaj podcastu

Skąd decybel wziął się w akustyce i elektronice? Najprościej rzecz biorąc – z telekomunikacji oraz z powodu właściwości ludzkiego organu słuchu. Jesteśmy w stanie słyszeć dźwięki o bardzo szerokim zakresie ciśnienia i próbując określić ich poziom korzystając ze skali liniowej musielibyśmy poruszać się w równie szerokim zakresie liczb, co byłoby rzeczą bardzo niewygodną. Już w XIX wieku uważano, że do opisu zmian zachodzących w przypadku wielu zjawisk fizycznych odbieranych przez nasze zmysły znacznie lepiej jest wykorzystywać pojęcie stosunku dwóch wielkości niż ich różnicy.

Przykład? Załóżmy, że na odbiorniku (rezystorze) podłączonym do źródła napięcia stałego wydziela się moc 1 wata. Teraz zwiększamy wartość napięcia tak, by moc wydzielana na rezystorze wzrosła do 10 watów. To, co się stało, możemy określić na dwa sposoby:

– zwiększyliśmy moc o 9 watów (wyrażenie przez podanie różnicy)

– zwiększyliśmy moc dziesięciokrotnie (wyrażenie przez podanie stosunku dwóch wielkości).

A teraz do naszego nieszczęsnego rezystora przyłożymy takie napięcie, by wydzielana na nim moc wyniosła 10.000 watów, a następnie zwiększymy je do takiego poziomu, który spowoduje przepływ prądu zdolnego wydzielić na rezystorze moc 100.000 watów (dla potrzeb nauki zakładamy, że nasze źródło napięcia nie ma problemów z dostarczeniem potrzebnego prądu, a rezystor jest w stanie znieść wszystko…). Jak teraz określimy to co miało miejsce?

– zwiększyliśmy moc o 90.000 watów

– zwiększyliśmy moc dziesięciokrotnie (podobnie jak w poprzednim doświadczeniu).

Zauważmy, że w jednym i drugim wypadku uzyskaliśmy ten same efekt (dziesięciokrotne zwiększenie mocy wydzielanej na rezystorze), ale już wyrażenie tego zjawiska w postaci różnicy za każdym razem jest inne, w zależności od poziomu mocy na jakich pracujemy. Przy określaniu proporcji takiego problemu nie mamy – niezależnie od tego, czy rzecz dotyczy miliwatów, watów, kilowatów czy megawatów, skala zmian pozostaje jednakowa.

Pasywny, masywny kontroler monitorów

Opublikowano przez

Test kontrolera Heritage Audio Baby RAM oraz przybliżenie zasad funkcjonowania tego typu urządzeń, niezbędnych w każdym studiu wyposażonym w więcej niż jedną parę monitorów.

Zobacz wideo
Posłuchaj podkastu

Czym jest Baby RAM? W dużym skrócie, ale bez żadnej przesady to solidnie obudowany zestaw przełączników i gniazd, pozwalający regulować poziom tłumienia sygnału liniowego z dwóch wejść stereo, kierowanych na dwa wyjścia stereo – w obu przypadkach w trybie symetrycznym lub niesymetrycznym.

Wewnętrzna elektronika urządzenia ogranicza się do kilkudziesięciu rezystorów w konfiguracji przełączanego dzielnika napięciowego. Przy ustawieniu wyposażonego w dużą, efektowną gałkę przełącznika poziomu na wartość maksymalną, sygnał z wejść przechodzi na wyjścia praktycznie bez żadnego tłumienia – urządzenie jest wówczas z założenia przejrzyste dla dźwięku, nic do niego nie dodając ani nie odejmując. W każdej z kolejnych 22 pozycji sygnał wyjściowy jest ściszany o 3 dB, a w ostatniej, oznaczonej znakiem ujemnej nieskończoności, na wyjściach nie ma prawa pojawić się nic.

To klasyczny tzw. pasywny kontroler monitorów. Jego zadaniem jest zamienne kierowanie do dwóch różnych par monitorów szerokopasmowych w naszym studiu, np. bliskiego lub średniego pola, sygnałów pochodzących z dwóch przełączanych źródeł, np. oddzielnych par wyjść z interfejsu audio. Kontroler nie obsługuje oddzielnego toru subwoofera.

Jak już wspomniałem, sygnał można wyłącznie ściszyć, bez opcji wzmocnienia, zatem zarówno poziom wyjściowy z interfejsu jak i czułość w monitorach (zakładamy, że są one aktywne) powinny być ustawione na wartości nominalne. To znaczy takie, przy których ustawienie regulatora Master Volume na wartość maksymalną 0 sprawia, że monitory grają ze swoim najwyższym, niezniekształconym poziomem ciśnienia dźwięku SPL.

Słodki smak analogowej korekcji

Opublikowano przez

Icicle to jednokanałowy, czyli monofoniczny, korektor wyposażony w cztery filtry oraz wyjściowy moduł nasycenia dźwięku o wdzięcznej nazwie Oomph, zbudowany z wykorzystaniem, jak sugeruje producent, diod germanowych.

Zobacz prezentację wideo
Posłuchaj podcastu

Popatrzmy, jak zachowują się poszczególne filtry. Niskie tony w trybie półkowym oprócz regulacji częstotliwości granicznej mają też możliwość zmiany nachylenia filtracji regulatorem dobroci Q. Potencjometry podbicia i tłumienia w filtrach nie mają wyraźnie wyczuwalnego punktu zero, więc ustawienie idealnie płaskiej charakterystyki jest praktycznie niemożliwe, jeśli nie liczyć globalnego ominięcia całej korekcji przyciskiem Bypass.

Warto zwrócić uwagę na oddziaływanie sąsiadującego filtru niskiego środka, zwłaszcza przy częstotliwości zbliżonej do filtracji dołu i przy wysokiej dobroci. Generalnie tego typu interakcja między filtrami jest typową cechą wszystkich korektorów, w których nie ma wyraźnego punktu zerowego dla podbicia/tłumienia. Stąd też takie korektory, które plasują się na półce z napisem Vintage i dopiskiem „usiądź zanim zapytasz o cenę” wyposażone są w obrotowe przełączniki zamiast potencjometrów, aby te niekonsekwencje charakterystyki wyeliminować. Niemniej, jeśli chodzi o tzw. organiczną korekcję, wszystko działa perfekcyjnie, łącznie z wąskim filtrowaniem przy maksymalnej dobroci.

Popatrzmy na wyższy środek, tu działający aż do 18,5 kHz. Warto zauważyć, że jeśli z jakiegoś filtru nie korzystamy, bo przecież nie ma obowiązku używania wszystkich czterech, to jeśli nie chcemy, aby miał on jakiś wpływ na sygnał, lepiej profilaktycznie ustawić jego dobroć na minimum.

Dla sprawdzenia działania filtracji najwyższych częstotliwości, działającej jako półkowa lub pasmowa, zmienimy częstotliwość próbkowania systemu pomiarowego na 96 kHz. Tu też widać wyraźny wpływ sąsiadującego filtru, więc by go zminimalizować odsuniemy jego częstotliwość pracy w dół i zmniejszymy dobroć.

Filtr najwyższych częstotliwości działa półkowo, z możliwością włączania trybu swoistego odwrotnego rezonansu. W taki właśnie sposób uzyskuje się charakterystyczne brzmienie typu Air. Pod względem układowej i funkcjonalnej elegancji rozwiązanie to jest dość dalekie od ideału, ale co z tego, skoro pozwala uzyskać ciekawe efekty soniczne.

I jeszcze zobaczmy, jak działa układ nasycenia. Poziom sygnału podnosi się o 3 dB, ale w tym samym czasie znacząco rośnie udział harmonicznych – drugiej najmocniej w paśmie do 1 kHz, a trzeciej w całym zakresie częstotliwości.

Jeśli chodzi o przesunięcie fazowe, to mamy tutaj pełną gamę możliwości, ale przyznać trzeba, że jak na tego typu filtrację, wygląda to bardzo dobrze. W zakresie do 1 kHz trzymamy się przesunięcia do 30 stopni, a większe wartości pojawiają się dopiero wtedy, gdy użyjemy filtracji najwyższych tonów w trybie, nazwijmy go, rezonansowym.

Wszystko to, co mogliście tu obserwować, jest, rzekłbym, bardzo organiczne, plastyczne i niekiedy pozytywnie zaskakujące. Nie mamy jednak filtracji górnoprzepustowej, która oprócz odcinania najniższych tonów bywa ciekawym narzędziem kreowania brzmienia w systemach analogowych. Zresztą jest to zagadnienie, któremu trzeba poświęcić cały materiał i może niebawem przyjdzie na to czas.

Już wspominałem, że Icicle to korektor mono i że manipulatory głębokości pracy filtrów nie mają stabilnych punktów zerowych. Z mojej rozmowy z inżynierami Tierra Audio wynika, że firma oferuje także korektory do pracy w trybie stereo, specjalnie kalibrowane dla uzyskania idealnie powtarzalnej charakterystyki pracy i dostępne pod postacią dedykowanego zestawu, ale wciąż bez możliwości dokonywania powtarzalnych zmian za pomocą przełączników.

I jeszcze jedno – to, że urządzenie jest mono nie oznacza, że nie da się go zastosować np. w masteringu. Wystarczy przetworzyć materiał stereo do trybu Mid-Side, w którym pracujemy na dwóch niezależnych kanałach mono, i włączyć np. Icicle, w tor Mid lub Side.

Z uwagi na swoją konstrukcję i funkcjonalność, Icicle znajdzie zastosowanie głównie w monofonicznych torach nagraniowych i w miksie. Jest wielu realizatorów, którzy już podczas nagrywania włączają za mikrofonem przedwzmacniacz, kompresor – zwykle coś w rodzaju LA-2A lub 1176 w trybie Dr Pepper (i tu odsyłam do trzeciej części mojego cyklu o kompresji), a także korektor. Tym ostatnim jest najczęściej API 550, ale pod względem funkcjonalnym Icicle może go z powodzeniem zastąpić. Wprawdzie nie ma transformatorów separujących i przełączanych ustawień, ale oferuje cztery pasma, a transformatorowe nasycenie można zastąpić subtelną saturacją Oomph.

Trzeba pamiętać, że korekcja w domenie analogowej pozwala na znacznie więcej niż w środowisku cyfrowym. Przede wszystkim Icicle ma duży zapas dynamiki, więc nie jest łatwo go przesterować nawet przy ekstremalnych podbiciach filtrów. A gdy w takiej sytuacji będą pojawiać się transjenty powodujące przesterowanie konwerterów analogowo-cyfrowych, można wówczas zastosować klasyczną sztuczkę – po prostu włączyć efekt Oomph. Każdy układ nasycania czy przesterowania jest bowiem naturalnym ogranicznikiem poziomu sygnału szczytowego, a do tego działającym niezwykle szybko. Przy okazji mamy bonus pod postacią zwiększenia głośności odczuwalnej.

Jak łatwo się domyślić, funkcja Oomph w Icicle bardzo przypadła mi do gustu. Nasycenie nie jest ziarniste i bzyczące, bo główny wzrost harmonicznych dokonuje się w paśmie do 1 kHz. To efekt, który znalazł już zastosowanie w niektórych kostkach Flavours tego samego producenta. Tu znajdziecie odnośnik do ich testu. Nie odważę się go nazwać lampowym, transformatorowym czy taśmowym, bo jednoznaczne definicje tego typu brzmienia nie istnieją. Każdy nazywa nasycenie jak chce, a ten, kto słyszy tę nazwę, również może sobie wyobrażać co chce. A Oomph po prostu mi się podoba i fajnie działa.

Możliwość zmiany dobroci trzech filtrów w bardzo szerokich granicach oznacza, że możemy kształtować ogólny charakter brzmieniowy, subtelnym podbiciem lub tłumieniem w szerokim zakresie. Możemy też precyzyjnie wycinać ewentualne rezonanse, niechciane wybrzmiewania czy dynamiczne kumulacje energii w wąskich zakresach. Dwa filtry środka ustawione na wysoką wartość Q pozwolą też dopracować brzmienie np. przesterowanych gitar, definiując wyrazistość i specyficzną kąśliwość dźwięku.

Szkoda że korektor nie ma filtru HPF, a potencjometry poziomu wyraźnie wyczuwalnych punktów środkowych. Myślę, że nie zaszkodziłby też regulator poziomu sygnału na wyjściu – wówczas porównanie brzmienia z korekcją i bez niej miałoby większy sens niż obecnie.

Sugerowana cena detaliczna, która wynosi 7.220 zł, do niskich nie należy. No cóż, trochę płacimy za ekologię, trochę za oryginalność produktu, a chyba najwięcej za to, że sprzęt powstaje w Europie, dokładnie w Hiszpanii, a jeszcze dokładniej w Madrycie. Gdyby urządzenie było stereofoniczne, pewno bym nawet o tym nie wspomniał, ale jak na jednokanałowy korektor z regulacją potencjometryczną kwota 7.220 zł jest spora.Niemniej dla osób, które poszukują czegoś intrygującego i trochę jakby spoza głównego nurtu, Icicle może być wyjątkowo atrakcyjny. Firma Tierra Audio wyrobiła już sobie markę w świecie profesjonalistów, więc posiadanie jej produktu, w pełni analogowego, funkcjonalnego i bardzo solidnie wykonanego, nie jest obarczone ryzykiem utraty wartości wraz z upływem lat.

Bufet z wtyczkami Slate Digital

Opublikowano przez

slateKiedy Steven Slate po raz pierwszy zapowiedział, że zamierza stworzyć wtyczki, które zatrzęsą całą branżą, nikt nie brał tego na poważnie. Przecież na rynku jest tyle znakomitych narzędzi programowych, więc co jeszcze można wymyślić nowego. A jednak okazało się, że Slate Digital stała się jedną z najpoważniejszych firm na tym rynku. Teraz Steven zapowiada kolejną rewolucję, i w tym wypadku do jego zapowiedzi trzeba podejść z dużą uwagą. Jak sam mówi, wtyczki są za drogie – nawet jeśli chodzi o Slate Digital… Poza tym nie można ich odsprzedać bez utraty wartości, a niektórzy producenci każą sobie płacić za przeniesienie licencji na drugą osobę. Dla wielu pozostają więc wersje „z Krakowa“ (z całym szacunkiem do tego pięknego miasta) lub… I tu właśnie pojawia się nowa koncepcja.

buffetSą to dwa pakiety – Mix Master Bundle i Mix Master FX – w których znajdziemy same klasyki w wersji wirtualnej. Jak to działa? Na zasadzie subskrypcji, a jakże. Płacimy raz do roku 99 dolarów i – jak w dobrych barach typu All You Can Eat – pobieramy do woli co chcemy, a na talerzach zawsze mamy świeże produkty, stale aktualizowane. Można też zdecydować się na płatności miesięczne: 19,99 USD za Slate Mix/Master Bundle i 24.99 USD za Slate Mix/Master/FX bundle plus Relab LX480 Reverb. Jeśli ktoś zakupi bilet do bufetu z wtyczkami w ciągu dwóch miesięcy, to otrzyma za darmo klucz iLok 2, ponieważ taki sposób „zabezpieczenia naszej inwestycji“ wybrano (bardzo podoba mi się to określenie systemu antypirackiego…). Po roku wszystko to, co pobraliśmy i używamy, w dalszym ciągu działa, tyle tylko, że nie możemy wrócić po dokładkę ani poprosić o odświeżenie. Ale oczywiście w każdej chwili możemy kupić nowy kupon i znów tankować do pełna. Brzmi ciekawie, prawda?

TDR Kotelnikov – nowy kompresor (free)

Opublikowano przez

TDR_KotelnikovTokyo Dawn Labs, grupa która już zdobyła duże uznanie wśród producentów muzycznych swoim znakomitym, i do tego całkowicie bezpłatnym kompresorem TDR Feedback Compressor, znów wkracza na arenę, tym razem z kompresorem masteringowym TDR Kotelnikov. Nie bardzo wiem, którego Kotelnikova chciała uczcić grupa TDL, czy pomysłodawcę spadochronu, czy matematyka, czy też naukowca, ale nie to w tym wszystkim jest najważniejsze. Mamy tu szerokopasmowy kompresor o bardzo dużych możliwościach w zakresie definiowania dynamiki sygnału. I choć przyzwyczailiśmy się do tego, że tzw. kompresory masteringowe są tak płytkie w działaniu, że słyszą je tylko ci, którzy nimi kręcą, a słyszą głównie dlatego, że dużo za nie zapłacili, to jednak Kotelnikov jest tutaj wyjątkowy, i zasady jego wykorzystania postaram się zaprezentować na wideo, które pojawi się na 0dB.pl w ciągu kilku dni. Na razie ściągajcie, próbujcie i rozkoszujcie się przejrzystością brzmieniową tego procesora, który niczego nie emuluje i niczego nie naśladuje, tylko po prostu działa w zakresie ograniczania i kontroli dynamiki.
A jeśli ktoś chce mieć jego bardziej rozbudowaną wersję, to może zakupić TDR Kotelnikov GE, czyli w wersji dla dżentelmenów (co to o pieniądzach nie rozmawiają, tylko je po prostu mają), w dżentelmeńskiej cenie 40 euro.

Pogadanka Na Temat. Monitory, cz. 3

Opublikowano przez

monitory_3Wracamy do tematu bass-refleksu, o którym pisałem we wcześniejszym poście. Bass-reflex jest bardzo powszechnie stosowany w większości produkowanych obecnie zestawów głośnikowych, i choć po lekturze poprzedniego odcinka Pogadanek Na Temat można było odnieść wrażenie, że to „samo zło”, to w praktyce wcale tak nie jest. Fakt natomiast jest taki, że w małych obudowach bardzo trudno zaimplementować taki bass-reflex, który nie zaburzy charakterystyki impulsowej w zakresie niskich tonów, zwłaszcza gdy sam głośnik niskotonowy należy do grupy budżetowych i nie mając wystarczającej sprawności w zakresie najniższych tonów nie potrafi zapanować nad rezonansem pojawiającym się przy częstotliwości, do której bass-reflex został wstrojony. Jeśli jednak zastosujemy dobrej klasy głośnik z odpowiednio sztywnym zawieszeniem i dużą sprawnością, a do tego zaprojektujemy bass-reflex tak, by miał stosunkowo małą dobroć (czyli jego rezonans był odpowiednio szeroki), to można uzyskać bardzo dobre efekty jeśli chodzi o przetwarzanie basu.
Poniżej pokazano charakterystykę takiej właśnie konstrukcji. Przy uwzględnieniu spadku efektywności o 6 dB można założyć, że działanie bass-refleksu pokrywa tu zakres dwóch oktaw, co nie wynika tylko z odpowiednich wymiarów obudowy i portu bass-reflex, ale też z faktu małej podatności woofera na zjawisko rezonansu przy konkretnej częstotliwości, rozszerzającego swą pracą granice działania tego swoistego filtru pasmowego, jakim jest cały system bass-reflex.
bass_reflex_3
Wniosek jest taki: można skonstruować dobrze brzmiący mały monitor z bass-refleksem, trzeba tylko sporo popracować z doborem parametrów obudowy, portu bass-reflex i właściwego głośnika. Owszem, istnieje szereg narzędzi programowych pozwalających na wyliczenie wielu aspektów związanych z pracą konkretnego modelu głośnika w konkretnej obudowie z bass-refleksem jednak w rzeczywistości pojawia się tak wiele składowych (wliczając w to właściwości mechaniczne obudowy, materiał z jakiej ją wykonano, sposób zamocowania głośnika itp.), że nie obejdzie się bez wykonania szeregu prototypów, porównywania ich i dobierania optymalnych rozwiązań na drodze eksperymentów. Przypomnę, że mówimy tylko o bass-refleksie, a szerzej o przetwarzaniu niskich tonów. A gdzie jeszcze praca w zakresie środka, wysokich tonów, zdolność do reprodukcji właściwej przestrzeni i szereg innych elementów, które decydują o klasie monitora? Nie pomylę się za bardzo, jeśli porównam konstrukcję monitora do konstrukcji instrumentów akustycznych. Niby wszystkie skrzypce, gitary, wiolonczele i kontrabasy zbudowane są tak samo, ale jak potrafią się różnić brzmieniowo!
Wróćmy jednak do naszego bass-refleksu. Często słyszę pytanie: które rozwiązanie jest lepsze – bass-reflex z przodu czy z tyłu? A może u góry? Takie właśnie rozwiązanie przyjęto w monitorze, którego charakterystykę zamieściłem wyżej.
Bass-reflex z tyłu to możliwość zmniejszenia gabarytów monitora i zmniejszenie słyszalności turbulencji przy przepływie mas powietrza przez wylot otworu. Z kolei trzeba pamiętać, że sporo energii promieniowanej jest do tyłu, fale odbijają się od tylnej ściany i w dość przypadkowy sposób sumują się z falami wytwarzanymi przez przednią część membrany. Zachowanie się niskich tonów jest zatem trudne do przewidzenia. Ktoś może powiedzieć, że przecież można wytłumić przestrzeń za monitorami, aby uniknąć odbicia. No tak, ale równie dobrze można po prostu zasłonić wylot bass-refleksu. Wprawdzie żadna gąbka nie pochłonie energii aż tak niskich częstotliwości, ale taki zabieg spowoduje zmniejszenie dobroci układu bass-reflex, a w konsekwencji rozszerzenie szerokości jego rezonansu, co może (choć nie musi) okazać się dobrym pomysłem. W każdym razie, gdy pojawiają się problemy z odsłuchem najniższych tonów można spróbować tego rozwiązania. O ile pamiętam, swego czasu kilku producentów dołączało takie gąbki zasłaniające bass-reflex, aby użytkownik we własnym zakresie mógł sprawdzić, jak to działa w praktyce.
Na dziś to wszystko, choć temat bass-refleksu nie został jeszcze wyczerpany i wrócimy do niego wkrótce.
Tomasz Wróblewski

PSP X-Dither

Opublikowano przez

PSP_X-DitherFirma PSPaudioware udostępniła swój najnowszy produkt. Tym razem nie jest to procesor dynamiki, korektor ani efekt. Rzeczy zaszły zdecydowanie dalej.
PSP X-Dither to wysokiej klasy masteringowy procesor do ditheringu, czyli służący do redukcji rozdzielczości bitowej materiału audio, np. z 24-bitowego pliku master do postaci 16-bitowej pod kątem płyty CD. Rzecz jest o tyle istotna, że nie można tak po prostu „uciąć” 8 bitów, ale ich brak zamaskować w taki sposób, by jak najmniej odbiło się to na brzmieniu materiału finalnego. W tym celu stosuje się specjalne algorytmy bazujące na dodawaniu odpowiednio ukształtowanego szumu, dzięki któremu najmłodsze bity są subtelnie „rozmywane”.

Procesor dostępny jest w postaci wtyczki AudioUnit, VST, RTAS i AAX. W przeciwieństwie do wielu innych tego typu narzędzi, których twórcy zalecają jedynie jednorazowe zastosowanie ditheringu na końcowym etapie pracy masteringowej, X-Dither może być też stosowany na etapach pośrednich, czyli na pojedynczych ścieżkach i grupach, także podczas produkcji.

Oto wypowiedź Boba Katza na temat nowego produktu PSPaudioware: „Nie sądziłem, że ktokolwiek może zrobić to, co zrobiła firma PSP. Stworzyli całą gamę szumów ditheringu, które pozwalają mi wykreować 16-bitowy materiał brzmiący niemal identycznie jak 24-bitowy plik źródłowy. W przypadku innych algorytmów ditheringu zawsze musiałem pójść na kompromis, którego efektem był dźwięk o innym charakterze tonalnym niż oryginał, albo mający mniejszą głębię, albo ze spłaszczonymi transjentami. Mając X-Dither mogę łatwo znaleźć idealny typ szumu dopasowany do muzyki, nad którą akurat pracuję”.

Demo procesora można pobrać ze strony PSP. Do 2 stycznia obowiązuje promocja cenowa – wtyczkę można kupić za 69 dolarów, a od 3 stycznia 2014 będzie już kosztować 89 dolarów (ceny netto).

Pogadanka Na Temat. Monitory, cz. 2

Opublikowano przez

monitory_2Skonstruowanie taniego i w miarę przydatnego monitora z grupy tzw. budżetowych to trudna sprawa. Paradoksalnie, często dużo trudniejsza niż wykonanie monitora wysokiej klasy. O ile w tym drugim przypadku należy postępować zgodnie z regułami, czyli dobrać odpowiednie przetworniki (zazwyczaj dość kosztowne), zamontować je w starannie obliczonej skrzynce, a następnie metodą wielokrotnych pomiarów, odsłuchów i drobnych zmian zbliżać się do założonego celu, to w przypadku monitorów budżetowych jest inaczej. Tutaj trzeba tanie głośniki obsadzić w jak najtańszej obudowie, dopasować je tak, aby zagrały w miarę przyzwoicie, zrobić dość ciekawy design i sporo zainwestować w reklamę. Do tego jeszcze do minimum trzeba skrócić okres projektowania, pomiarów i testów odsłuchowych, bo po prostu nie ma na to czasu. Za pół roku, a najdalej za rok, musi wyjść kolejny model, bo w przeciwnym razie wypadamy z handlu.Czytaj dalej