Wierzysz w to, co słyszysz? Przeczytaj, zobacz, posłuchaj!

Opublikowano przez

Teraz ten sam eksperyment z przesterowaną gitarą – po raz kolejny zwróć uwagę na odczuwalne zmiany brzmienia, choć tak naprawdę była tylko jedna.

I jeszcze jeden przykład – tym razem z bębnem i padem.

Chyba już czas wyjaśnić o co tu chodzi. Jako ludzie mamy w naszym organizmie szereg mechanizmów przystosowawczych pozwalających nam dopasować się do zmian otoczenia. Wśród nich jest zmiana wrażliwości na temperaturę, ból, natężenie światła, a także na dźwięk. W tym ostatnim przypadku czas dostosowania jest bardzo krótki i wynosi około 15 sekund. Odbierając impulsy elektryczne z naszych receptorów słuchu mózg je analizuje i dostosowuje percepcję do aktualnych warunków. Jeśli jest za głośno, to odpowiednio ścisza; jeśli zbyt cicho, to wzmacnia. Jeśli jakaś częstotliwość staje się zbyt natarczywa, to aplikuje mentalną filtrację, by zmniejszyć jej poziom.

Otrzymując przez jakiś czas informację o zrównoważonym częstotliwościowo dźwięku, a zaraz potem o tym samym dźwięku, ale pozbawionym równowagi pasmowej, w ciągu 15 sekund potrafi aktywować wewnętrzne filtry. Ich zadaniem jest zrównoważenie tych elementów, których – zdaniem naszego mózgu – brakuje, aby zachować czytelność. Zaraz potem pojawia się pierwotny materiał, ale aktywowane w ciągu 15 sekund filtry, wciąż jeszcze działają. Dlatego ów oryginalny dźwięk brzmi jakoś dziwnie i znowu musi minąć trochę czasu, zanim system słyszenia dostosuje się do nowych okoliczności.

To nie miejsce ani czas na głębszą analizę tego zjawiska. Dodam jedynie, że czas adaptacji może się zmieniać, podobnie jak jej głębokość, pod wpływem wielu warunków – pory dnia, zmęczenia, nastroju, temperatury, oświetlenia, poczucia komfortu i tak dalej. Jesteśmy organizmem, w którym wszystkie zmysły, myśli, sugestie oddziałują na siebie wzajemnie, cały czas starając się dostosować do otoczenia, wymagań, postanowień oraz celów uświadomionych i podświadomych.

Mówiąc wprost – w trakcie pracy z dźwiękiem nie możemy do końca ufać własnym uszom. Próba obiektywnej oceny brzmienia produkcji, nad którą pracujemy, to jak próba utrzymania równowagi stojąc na desce na środku wzburzonego oceanu.

Ale, nie jesteśmy w tej sytuacji bez szans. Naszą pierwszą bronią w walce z brakiem obiektywnych mechanizmów słyszenia jest… uświadomienie sobie tego stanu rzeczy. Chyba już zaczynacie się domyślać, że godzinne kręcenie korekcją dla uzyskania oczekiwanego rezultatu straciło sens już po 15 sekundach. Nasz mózg co chwila przystosowuje się do nowego brzmienia, na co nakłada się jakiś wyimaginowany obraz soniczny, do którego zmierzamy i w efekcie tracimy jakąkolwiek orientację w tym, co tak naprawdę dzieje się z brzmieniem. W tę pułapkę wpadają wszyscy, bo dźwięk, zwłaszcza o charakterze rytmicznym, potrafi wprowadzić w trans, w którym zaczynamy gubić poczucie czasu. Zwłaszcza gdy coś brzmi naprawdę dobrze, a my chcemy to tylko trochę poprawić.

Bardzo istotna jest świadoma praca z korekcją. Słuchamy materiału, który chcemy zmienić i analizujemy go pod kątem tego, co naprawdę nam przeszkadza. Układamy w głowie plan, jakich narzędzi i w jaki sposób należy użyć. Dlatego tak bardzo przydaje się doskonała znajomość posiadanych procesorów. Lepiej jest mieć ich mniej, ale doskonale osłuchanych, niż mnóstwo, i nie wiedzieć do czego tak naprawdę służą. Wszelkiego typu eksperymenty są wielce pożądane na etapie preprodukcji, kreacji, budowania struktur i szukania koncepcji. Gdy przychodzi do miksu już w pełni opracowanego merytorycznie materiału, eksperymentowanie nie jest najlepszym pomysłem.

Wiedząc już, co należy zrobić, czym i jak, aplikujemy obróbkę i słuchamy naprzemiennie z materiałem bez obróbki, by upewnić się, że zmierzamy w dobrym kierunku. Jeśli po jakimś czasie zaczynamy się gubić i czujemy, że tracimy obiektywną ocenę brzmienia, trzeba zrobić reset. Ja do tego celu zawsze mam ścieżkę z generatorem szumu różowego. Znajdziecie taki w każdym programie DAW. Normalnie pozostaje on wyłączony i wyciszony, ale aktywujemy go w trybie resetowania słuchu, włączając na pewien czas w tryb solo.

Systematyczne resetowanie działa skutecznie przez dwie-trzy godziny. Potem już zaczynamy wchodzić z brzmieniem w swoistą symbiozę, która zaczyna w coraz większym stopniu ograniczać nasze soniczne pole widzenia. I wtedy trzeba zrobić dłuższą przerwę. Udać się na łono natury, czegoś posłuchać bez jakiegokolwiek analizowania, uciąć sobie z kimś pogawędkę albo drzemkę – generalnie zmusić mózg, by wyzwolił się z tego zespolenia z naszym materiałem muzycznym, przeszedł na inne pasmo.Pamiętajcie, że system słyszenia to absolutnie najlepsze narzędzie pracy jakie macie, dostępne dla każdego i za darmo. Ale wymaga z naszej strony szczególnej troski i zrozumienia zasad jego prawidłowego funkcjonowania. Wymaga też komfortu, który może mu zapewnić zrelaksowane, wypoczęte ciało, jasność myśli i wyraźne poczucie celu, do którego zmierzamy. To wszystko łączy się w jedną spójną, koherentną całość i wszyscy realizatorzy oraz producenci, z którymi rozmawiałem w pełni się z tym zgadzają.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.