Pasywny, masywny kontroler monitorów

Opublikowano przez

Ponieważ w Baby RAM nie ma żadnych możliwości kalibracji poziomów, należy jej dokonać wcześniej po stronie interfejsu audio lub monitorów. Celem tejże kalibracji jest uzyskanie jednakowych wartości ciśnienia SPL bez względu na to, czy wybierzemy jako odsłuch monitory podłączone do wyjścia 1 czy wyjścia 2.

Jeśli nastąpi konieczność szybkiego wyciszenia dźwięku, sygnał na monitory można zamknąć przyciskiem Mute, bez potrzeby kręcenia przełącznikiem Master Level. Druga funkcja to przyciszanie sygnału o 20 dB, przydatna, gdy odbieramy telefon, chcemy porównać brzmienie całości przy cichszym odsłuchu lub po prostu z kimś porozmawiać.

Przyciskiem Mono robimy dokładnie to, na co wskazuje jego nazwa – sumujemy sygnały z obu kanałów stereo do postaci monofonicznej. Ta funkcja jest wręcz niezbędna na każdym etapie miksu, pozwalając upewnić się, że utrzymujemy spójność fazową kanałów, zwłaszcza w zakresie niskich tonów.

Urządzenie jest duże, ciężkie, solidne i nie wymaga żadnego zasilania. W związku z tym nie ma tu żadnych diod sygnalizacyjnych ani wskaźników.

Po co nam coś takiego? Jeśli ktoś ma jeden zestaw monitorów i dostęp do regulacji głośności wyjścia w swoim interfejsie audio, to Baby RAM będzie raczej poza zakresem jego zainteresowań. Gdy pojawiają się dwa zestawy monitorów szerokopasmowych, a do tego interfejs audio nie ma regulatora albo jest on poza zasięgiem naszych rąk, to kontrolerowi Heritage Audio trzeba się przyjrzeć z uwagą.

Rozwiązania pasywne w swojej hi-endowej formie są totalnie przeźroczyste dla dźwięku – przynajmniej w teorii i w sytuacji, gdy nie tłumią sygnału – tutaj w maksymalnej pozycji Master Level. Nie wprowadzają też zniekształceń, mają nieskończony zapas dynamiki, a ich szum wynika tylko z szumów Johnsona w rezystorach. Jeśli wartości tych ostatnie są dobrane odpowiednio precyzyjnie, powinniśmy zachować idealną równowagę kanałów w każdej pozycji tłumika. Jak to wygląda w Baby RAM?

Trzeba pamiętać, że kontroler pracuje bez żadnego buforowania, a zatem wyjścia interfejsu i wejścia monitorów nie są w żaden sposób od siebie odseparowane impedancyjnie.

Dodatkowo zmiana ustawienia przełącznika Master Level w kierunku tłumienia wprowadza fluktuacje impedancji. Sądzę zatem, co widać też w pomiarach, że liniowość przetwarzania i równowaga kanałów przy tłumieniu większym niż 50 dB stają się cokolwiek iluzoryczne – oczywiście jeśli myślimy o funkcjonalności hi-end, gdzie wszystko musi być idealne do, dajmy na to, 80 dB w dół.

Nie powinno zatem nikogo dziwić, że pasywne kontrolery monitorów do celów masteringu, takie jak Coleman czy Dutch Audio potrafią kosztować 10 razy tyle co Baby RAM.

Jeśli więc ktoś myśli, że ceny za prawdziwie hi-endowe, masteringowe zabawki są totalnie wzięte z sufitu, to trochę się myli. To znaczy są wzięte z sufitu, ale nic o znacząco niższej cenie nie potrafi im sprostać tam, gdzie chcielibyśmy mieć taki wzorcowy, idealny ideał, mogący służyć wręcz za sprzęt laboratoryjny i pomiarowy.

Wróćmy jednak na ziemię, czyli do Baby RAM. Do poziomu wyciszania -50 dB nie ma problemów, a z praktyki wynika, że wystarczy posługiwanie się zakresem do -30 dB jako taką ogólną, zgrubną regulacją poziomu maksymalnego, a do cichszego słuchania można po prostu wcisnąć Dim. Jego głównym zadaniem jest dalsze ściszenie sygnału o 20 dB, ale przy okazji zmniejsza on impedancję wyjściową, dzięki czemu monitory mogą pracować w znacznie bardziej komfortowych warunkach.

Baby RAM jest najtańszym i najprostszym urządzeniem z całej serii kontrolerów Heritage Audio, w skład której wchodzą też trzy rozwiązania aktywne: 500 do szafki lunchbox, kompleksowa konsoleta panelowa 2000 i dwuczęściowy 5000 z panelowym kontrolerem i komutatorem montowanym w raku 19”. Ich ceny sprawiają wrażenie wyzutych z litości: 990 zł za Baby, 2.290 zł za model 500, 4.090 zł na kontroler 2000 i 8.900 zł za najwyższy 5000. A i tak jeśli nie liczyć kosztującej 90 zł zaślepki do ramy lunchbox, Baby RAM jest najtańszym produktem Heritage Audio.

Ta hiszpańska firma wyrobiła sobie pozycję współczesnego następcy firm Neve i API, choć określenie to pojawia się tu w dużym cudzysłowie. Niemniej jej produkty dość blisko trzymają się standardów obowiązujących w latach 60. i 70., kiedy to sprzęt studyjny traktowany był jeszcze jako militarny i z taką też bezkompromisową jakością go konstruowano i wykonywano. I nikomu by nawet nie przyszło do głowy, aby zlecić jego produkcję gdzieś w dalekich Chinach. O tempora, o mores!

Na marginesie – Baby RAM powstaje właśnie w Chinach. Użyte w nim podzespoły, takie jak przełączniki Toneluck czy gniazda Zwee to także produkty chińskie. Ale nie lękajcie się, z podzespołów tych wytwórców korzystają też takie firmy jak Panasonic, Pioneer, Mackie, Sony, Yamaha i marki z grupy Harman.

W życiu udało mi się doprowadzić trzy kontrolery do stanu śmierci z przepracowania, a przynajmniej w pięciu studiach widziałem kolejne w kondycji zahaczającej o agonalną. Mam więc pełną świadomość ciężkiego losu tych urządzeń. Dlatego śpieszmy się kochać kontrolery monitorów, bo szybko odchodzą. Albo po prostu kupujmy takie, które będą odporne na ich przysłowiowe zajechanie. Całkowicie odpornych nie ma, ale długowieczne się zdarzają.

Najsłabszym ogniwem są zawsze regulator głośności i przełączniki wejść/wyjść. Gdy tym regulatorem jest zwykły potencjometr, w dodatku bezpośrednio włączony w ścieżkę sygnałową, a nie działający w trybie VCA, to możemy być wręcz pewni, że przy ustawieniach dążących do minimalnych pojawi się wyraźna różnica poziomu między kanałami, a z czasem także trzaski i zaniki dźwięku. Dlatego przełącznik poziomu sygnału to nie ekstrawagancja, ale konieczność.

Wejścia i wyjście przełączamy w Baby RAM za pomocą tzw. przycisków zależnych – jeden wciskamy, a drugi wyskakuje. Realizatorom nie przeszkadza to jednak w praktykowaniu prowokujących sytuacji, kiedy wciskają dwa lub więcej jednocześnie. Najlepszym tego przykładem jest słynne ustawienie all-buttons-in w Urei/Teletronix 1176. Uzyskane przez przypadek, ciekawość lub wręcz głupotę stało się klasyką brzmienia kompresji.

Tu też można aplikować takie rzeczy, jeśli nie przeszkadza nam, że sygnał sumowany jest z dwóch źródeł, odtwarzany przez dwa monitory jednocześnie i z nieco mniejszym poziomem niż w trybie nazwijmy to normalnym.

Pewną wadą każdego nabiurkowego kontrolera z dyskretnymi złączami, a nie wielowtykiem, jest konieczność ciągnięcia wielu kabli przez cały blat. Tak też jest z Baby RAM.

Trzeba napomknąć, że urządzenie może pracować z sygnałami symetrycznymi z rzeczywistą lub tzw. pływającą, sztuczną symetrią, uzyskaną rezystorowo, jak też z sygnałami niesymetrycznymi. Wystarczy użyć przełącznika na panelu przyłączeń. Tu też umiejscowiono magiczną śrubkę, do której, po poluzowaniu, można przyłączyć uziemienie. Zalecam jednak dużą ostrożność, bo wkręt ten nie służy do codziennego użytku, a ponadto uziemienie w tym punkcie nie zawsze daje oczekiwane efekty. Znika charakterystyczne mrowienie pod wpływem prądów upływowych występujące niekiedy na metalowych korpusach urządzeń zasilanych sieciowo bez uziemienia, ale znienacka może pojawić się niechciany przydźwięk.

Z interfejsu powinniśmy wyprowadzić sygnał z jego nominalnym poziomem, czyli zazwyczaj z regulatorem Volume ustawionym na maksimum. Regulatory czułości w monitorach powinny być ustawione na poziom nominalny, czyli 0 dB. Pracujący między nimi Baby RAM działa jako tłumik i tylko wtedy cały nasz system funkcjonuje poprawnie.Główny regulator działa znakomicie i prezentuje się wręcz baśniowo, razem z przyciskami przypominając klasyczny sprzęt studyjny z jego najlepszych lat. O jakości użytych manipulatorów będzie się można wypowiedzieć dopiero za jakiś czas, ale sprawiają wrażenie solidnych. Dochodzi do tego niebanalny wygląd urządzenia, które jest duże, masywne i utrzymane w kolorystyce klasycznej aparatury studyjnej np. Neve czy API.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.