Cała prawda o izolatorach ISO-Puck

Opublikowano przez

Czy te popularne podstawki pod monitory studyjne rzeczywiście spełniają swoją rolę i sprawią, że Twój odsłuch zabrzmi lepiej i precyzyjniej? Przekonajmy się poddając je nieszablonowym testom.

Zobacz materiał wideo
Posłuchaj podcastu

Rozpatrywanie jakiegokolwiek zestawu głośnikowego bez brania pod uwagę jego interakcji ze środowiskiem jest rzeczą czysto akademicką. Nikt bowiem nie słucha dźwięku w warunkach pomieszczenia bezechowego pozbawionego jakichkolwiek innych elementów poza monitorami i ewentualnie mikrofonami pomiarowymi.

Badania w takich bezechowych warunkach mają oczywisty walor obiektywnej oceny cech sonicznych wszystkich elementów zestawu głośnikowego, ale praktycznie nigdy nie przenoszą się na realia pracy w studiu.

Pominąwszy już tak oczywiste rzeczy jak rezonanse własne pomieszczenia oraz odbicia dźwięku i związane z tym filtrowanie grzebieniowe, pozostaje jeszcze kwestia transferu energii z obudowy zestawów głośnikowych do podłoża, na którym zostały umieszczone.

Dopóki istnieje grawitacja i nikt nie wymyślił monitorów, które będą w stanie stabilnie lewitować, każdy zestaw głośnikowy trzeba będzie na czymś postawić – konsolecie, biurku, statywie, czy też zawiesić – za pośrednictwem uchwytu do ściany, zamontować go wewnątrz ściany, czy podwiesić do sufitu lub na kratownicach.

To ostatnie rozwiązanie zdaje się być najbliższe idei oddzielenia drgającej obudowy zestawu głośnikowego od innych elementów odbierających energię tych drgań i już z uwagi na to zasługuje na szczególną uwagę. Podwieszanie zestawów głośnikowych jest z powodzeniem stosowane w wielu obiektach przeznaczonych np. do pracy z dźwiękiem dookolnym, gdzie doskonale zdaje egzamin. Że już nie wspomnę o dużych systemach nagłośnieniowych.

W warunkach niewielkiego lub wręcz domowego studia nagrań może jednak nie być optymalnych warunków do tak zaawansowanych konstrukcji, ale to wcale nie oznacza, że jesteśmy całkowicie bezbronni.

Podświadomie wyczuwamy, że bezpośredni transfer energii z obudowy zestawu głośnikowego, zwłaszcza w zakresie niskich i średnich tonów, nie wpływa korzystnie na reprodukcję dźwięku. Chodzi o to, że emisja fal dźwiękowych w pewnym zakresie wymyka się spod kontroli założeń projektantów zestawu głośnikowego – dochodzą kolejne elementy odbierające drgania od naszego monitora i nigdy nie wiadomo, w jaki sposób te drgania zostaną przetworzone i rozproszone.

Jednym z intuicyjnie rozpatrywanych rozwiązań jest zastosowanie jakiegoś rodzaju izolacji między naszym monitorem a podłożem, na przykład blatem biurka. W tym zakresie znajdziemy mnóstwo rozwiązań – od podkładek neoprenowych poprzez piankowe podstawki, połączenia struktur piankowych z metalowymi, audiofilskie kolce czy kamienne postumenty. Chodzi o to, aby jak najwięcej cennej energii dźwięku zatrzymać w samych zestawach głośnikowych i by to one, a nie na przykład we współpracy z blatem biurka, były jedynym źródłem dźwięku.

Są też bardziej zaawansowane rozwiązania, jak na przykład systemy IsoAcoustics, w których wykorzystuje się osiągnięcia techniki materiałowej oraz tłumienia drgań, by zapewnić jak najwyższy stopień izolacyjności. Ta kanadyjska firma ma w swojej ofercie całą gamę systemów izolacyjnych do zastosowań konsumenckich i profesjonalnych – od najprostszych po typowo audiofilskie, wykonane niemal jak biżuteria kompleksowe rozwiązania.

Większość z nich była już testowana w różnych magazynach i publikacjach internetowych, na ogół spotykając się z bardzo pozytywnymi opiniami. Mój kłopot z tymi testami polegał jednak na tym, że wszystkie miały zabarwienie wybitnie subiektywne i opierały się w znacznej mierze na odczuciach. Ja natomiast zwykle dążę do tego, aby móc coś w miarę precyzyjnie określić, może nawet pomierzyć, choć zawsze powtarzam, że nie można być aż takim arogantem, aby twierdzić, iż potrafimy zmierzyć wszystko co dotyczy percepcji dźwięku. Pewne rzeczy po prostu pozostaną niemierzalne.

W moim przypadku punktem wyjścia okazał się przetwornik piezoelektryczny. Ten popularny element, umieszczony pomiędzy dwiema strukturami, z których jedna lub obie jednocześnie, będą drgać, wytworzy na swoim wyjściu zmiany napięcia proporcjonalne do wielkości odkształceń. Żeby daleko nie szukać, przetworniki tego typu znajdziecie we wszystkich gitarach elektroakustycznych, w których pasek materiału ceramicznego montowany jest na ogół pod mostkiem instrumentu.

Uznałem, że jeśli działa to w gitarach, to zadziała również przy określaniu składu harmonicznego drgań przenoszonych z obudowy zestawu głośnikowego na podłoże.

Ponieważ tego typu przetwornik ma bardzo wysoką impedancję wyjściową, jego bezpośrednie podłączenie do wejścia mikrofonowego mija się z celem. Ale od czegóż mamy wejścia instrumentalne. Takie gniazdo w interfejsie MOTU Track 16 oferuje doskonałe parametry pozwalając podłączyć przetwornik piezo i to właśnie niego skorzystałem w dalszej pracy. Sam przetwornik, no cóż, zrobiłem samodzielnie – może nie tyle przetwornik, co jego połączenie odpowiednim kablem odpornym na zakłócenia u na tyle cienkim, by nie przeszkadzał w pomiarach. Jak zwykle w takich sytuacjach doskonale sprawdzają się produkty firmy Mogami z podwójnym oplotem przeciwstawnie skręcanym.

Na początku zobaczmy, co takiego dzieje się na styku obudowy monitora – w tym przypadku Eve Audio SC205 z płaskim blatem biurka. Pomiar został dokonany w kilku punktach styku monitora z biurkiem, a wynik został uśredniony. To co tu widzimy można z dużym przybliżeniem uznać za charakterystykę transferu energii z monitora do płaskiego podłoża. Jest on największy dla częstotliwości z przedziału od 50 do 500 Hz z dość wyraźnymi wartościami maksymalnymi dla 58 Hz oraz 280 Hz.

Teraz to samo, ale z wykorzystaniem podkładki neoprenowej o grubości 3 mm – typowej podkładki pod mysz. Tym razem jednak pomiarów dokonano na styku obudowy z neoprenem, a następnie neoprenu z blatem biurka.

Oczywiście o dokładności tych pomiarów decyduje zbyt wiele czynników, bym mógł ze spokojnym sumieniem uznać, że reprezentują one wystarczającą wartość pozwalającą na analizy, niemniej dość dobrze widać, że neopren pozwolił zmniejszyć o 20 dB emisję energii w paśmie od 280 do 600 Hz.

Zobaczmy jak w roli podkładki sprawdzi się duża książka z miękką oprawą. Żeby zachować klimat, niech będzie to Podręcznik Akustyki Altona Everesta o grubości 3 cm. No i co my tu mamy? Bardzo dziwne rzeczy. W zależności od tego, gdzie znajdował się czujnik – przy grzbiecie czy zewnętrznych krawędziach tomu – wartości tłumienia są przeróżne. Tu pokazano dwa skrajne, aby zaprezentować z jakim rozrzutem parametrów mamy do czynienia. Co ciekawe, jeśli nie liczyć eliminacji silnego piku przy 58 Hz, tłumienność energii wprowadzana przez książkę jest praktycznie żadna. Można się o tym przekonać pukając w obudowę zestawu stojącego na książce, pod którą znajduje się czujnik.

I w ten sposób można eksperymentować dalej, łącząc neopren z książkami, papier toaletowy z pianką, kamień z piaskiem, cement z wodą i co tam jeszcze chcecie, ale chyba już czas, aby się przyjrzeć rozwiązaniom profesjonalnym.

Zacznijmy od najmniejszych i najtańszych ISO-Puck mini. Za 420 zł możemy kupić zestaw ośmiu sztuk, co wygląda na bardzo atrakcyjną ofertę. Są to lekkie dwuelementowe izolatory o obciążalności 2,75 kg na sztukę, mogące pracować w liczbie 3 lub czterech pod monitorami o niewielkiej wadze i gabarytach. Mam wrażenie, że to właśnie one będą się cieszyć największą popularnością.

Pomiarów dokonałem pod każdym z czterech izolatorów. Jest oczywiste, że z uwagi na różne obciążenia oraz różny rozkład emisji energii w poszczególnych częściach obudowy będziemy mieć różne pomiary, dlatego wszystkie uśredniłem i dzięki temu możemy porównać wyniki z bezpośrednim postawieniem monitorów na biurku, z użyciem podkładki neoprenowej oraz grubej książki o akustyce.

Różnica jest wręcz szokująca – niemal w całym zakresie częstotliwości audio efektywność emisji z obudowy do biurka została zredukowana od 10 do 20 dB. Oczywiście duży w tym udział także silikonowych punktów styku w ISO-Puck mini, przez co transfer drgań do czujnika piezo nie jest tak efektywny jak w przypadku twardych powierzchni, ale nawet jeśli ocenimy samą tendencję pomiarów to widać, że charakterystyka transferu została wygładzona, a jego efektywność spadła.

ISO-Puck (810 zł za osiem izolatorów) to nieco większy kaliber, o obciążalności sięgającej 9 kg na sztukę. To czyni go doskonałym rozwiązaniem dla dużych monitorów, ale też wzmacniaczy instrumentalnych czy nawet odsłuchów scenicznych. Izolacja monitorów podłogowych jest bardzo istotna w kontekście zachowania optymalnej izolacji od sprzężeń, zatem żadna rzecz pozwalająca ją zwiększyć nie powinna być pominięta.

W zakresie izolacji odsłuchów studyjnych wygląda na to, że tu już jest bardzo efektywnie, z tłumieniem sięgającym nawet 40 dB w tak newralgicznych pasmach jak 40-100 Hz czy 300-650 Hz. Charakterystyka tłumienia ISO-Puck jest też bardziej wyrównana niż mini, ale wartości te na pewno będą się zmieniać w zależności od wagi zestawów, miejsca ustawienia izolatorów, stabilności podłoża i wielu innych czynników. Zadaniem moich eksperymentów z pomiarami było jednak stwierdzenie, czy izolatora działają, a jeśli tak, to w jakim zakresie i wydaje się, że cel udało się osiągnąć. Działają skutecznie i to w takich zakresach, w których pojawienie się dodatkowej, rozproszonej i niepodlegającej kontroli energii może być niekorzystne dla jakości odsłuchu.

Zobaczmy jeszcze jak sprawują się największe ISO-Puck 76. Ich nazwa pochodzi od średnicy wyrażonej w milimetrach, a ja chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną cechę tych izolatorów. Z uwagi na strukturę zastosowanego silikonu bardzo dobrze przylegają one do płaskich i gładkich powierzchni, jak też do samych siebie, działając trochę na zasadzie przyssawki. Po ich dociśnięciu nie jest wcale łatwo je od siebie oderwać. Można więc w ten sposób nie tylko zwiększyć udźwig, ale też zapewnić większe tłumienie przy zachowaniu stabilności mechanicznej podstawek.

I tu niespodzianka. To, że ISO-Puck 76 są największe niekoniecznie musi oznaczać, że zapewnią największe tłumienie. Ich efektywność bowiem okazała się najmniejsza z całej serii ISO-Puck. Wszelkie próby polegające na dodatkowym obciążeniu zestawu głośnikowego 20 kilogramami książek (a przypomnę, że do testów wykorzystywałem monitory Eve Audio SC205, które być może były zbyt lekkie na ISO-Puck 76) zmieniły niewiele. Znaczącą poprawę uzyskałem natomiast dublując izolatory, ustawiając dwa jeden na drugim. I wówczas tłumienność takiego systemu spadła do poziomu porównywalnego z pojedynczymi ISO-Puck.

Zaiste, nie wiem, jak to wytłumaczyć, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywałyby, że to właśnie ISO-Puck 76 okażą się najbardziej efektywne z całej trójki, ale praktyka pokazuje, że są nimi ISO-Puck. Bez 76.

Podsumujmy zatem całe to moje spotkanie z izolatorami ISO Acoustics. Nie pierwsze, ale po raz pierwszy podszedłem do nich w metodyczny sposób na zasadzie uproszczonej analizy transferu energii do podłoża, choć bez angażowania żadnego zaawansowanego aparatu badawczego.Nawet jeśli nie od razu zauważymy znaczącą poprawę, to sama – jak ja to nazywam – akustyczna higiena wymaga, by zminimalizować czynniki mogące mieć negatywny wpływ na monitoring. Tym bardziej, że w przypadku elementów ISOAcoustics jest to wyjątkowo proste w realizacji i nawet nie aż takie drogie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.