BLA Auteur Mk III: porównania, przykłady, analizy

Opublikowano przez

Oba identyczne funkcjonalnie przedwzmacniacze urządzenia to rozwiązania hybrydowe, bazujące na torach wzmocnienia realizowanego przez układy operacyjne OPA 2134 i NE5532 oraz separowanych transformatorami Cinemag wyjściach, wyprowadzonych na gniazdach symetrycznych TRS 6,3 mm. To bardzo rozsądna kombinacja, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że tym, co najbardziej rzutuje na finalny efekt brzmieniowy jest układ zasilania. O transformatorowym zasilaczu zewnętrznym już wspomniałem. Dodam tylko, że dostarcza on prądu przemiennego o napięciu 24 V. W środku urządzenia znajdziemy natomiast prostownik, monolityczne układy stabilizacji napięcia i prawdziwą baterię wygładzających tętnienia kondensatorów elektrolitycznych z najwyższej półki jakościowej. Black Lion Audio już nie raz pokazał, że potrafi zadbać o takie detale, czego doskonałym przykładem jest wzorcowy wręcz interfejs audio Revolution 2×2, cała seria kondycjonerów prądowych i oferowane przez tą firmę modyfikacje wszelkiego typu profesjonalnych interfejsów. Poprawia się w nich nie tylko układ zasilania, ale też konwertery i bloki zegara wordclock. To jedna z nielicznych firm w tej branży, która wyspecjalizowała się w wyrafinowanej customizacji, jednocześnie tworząc własne urządzenia, w których wykorzystuje swoje nieszablonowe rozwiązania.

Wiem, ktoś może powiedzieć, że przecież to tylko zasilanie, że przecież lampy, kondensatory, tranzystory, transformatory, konwertery, a nawet kable – to one robią TEN dźwięk. Tak w każdym razie wynika z materiałów marketingowych wielu producentów.

Otóż nie, one nie robią żadnego dźwięku. Ten dźwięk to tak naprawdę napięcie zasilania, które podlega modulacji w czymś, co określamy jako wzmacniacz. To, że wchodzi jakiś mały sygnał, na przykład z mikrofonu, a czarodziejskie elementy w różnego typu urządzeniach go wzmacniają do postaci liniowej, słuchawkowej czy głośnikowej to gigantyczny skrót myślowy. W rzeczywistości ten mały sygnał steruje elementami wykonawczymi pod postacią tranzystorów, a kiedyś lamp, i to one przepuszczają mniejszy lub większy prąd z zasilania, który materializuje się pod postacią napięcia o większym poziomie szczytowym niż sygnał sterujący. Ale to temat na zupełnie inną opowieść, w tym momencie ograniczmy się do tego, że o brzmieniu będzie decydować jak najbardziej liniowa na każdej płaszczyźnie funkcja sterowania, a jakość samego dźwięku w sposób bezpośredni wywodzi się od jakości zasilania. Najlepsze, w kontekście czystości, jest zasilanie z chemicznych źródeł prądu, takich jak akumulatory oraz baterie, ale to rozwiązanie nieekonomiczne, więc niemal wszędzie wykorzystuje się napięcie sieciowe.

W każdym razie jeszcze w żadnym przedwzmacniaczu nie widziałem tak rozbudowanego bloku filtracji zasilania, jak w Black Lion Audio O’ter. Ci ludzie z Chicago mają na jego punkcie hopla, i bardzo dobrze.

Ale. Nie wiem, dlaczego producenci sprzętu pro-audio tak się boją stosowania porządnych kabli w zasilaczach. Śrubują parametry swojego sprzętu do poziomów ekstremalnych, a prąd zasilający puszczają za pośrednictwem kabelków 24 AWG, czyli drucikami o przekroju 0,2 mm kwadrat i maksymalnej obciążalności nieco ponad 500 mA. Generalnie wszystko jest przepisowo, ale na styk, więc zamiast rozbudowanej filtracji tętnień może taniej byłoby po prostu użyć grubszego kabla w zasilaczu?

Wtyczka porządnie siedzi w gnieździe i nie ma mowy o jej przypadkowym wyciągnięciu. Mamy solidny przechyłowy włącznik zasilania oraz sygnalizację aktywności obu napięć fantomowych. Innych wskaźników nie ma, zatem o tym, czy wejście jest przesterowane czy może nie ma na nim żadnego sygnału musimy przekonać się nausznie. Podobnie jak o aktualnych pozycjach wszystkich przycisków poza fantomem. A to dlatego, że małe czarne guziczki na czarnym tle są słabo widoczne nawet przy oświetleniu dziennym, a co dopiero gdy jest naprawdę ciemno.

Nie mając wskaźników poziomu trudno jest określić optymalną wartość czułości, bo to trochę tak, jak przestrzeganie limitów prędkości w samochodzie bez szybkościomierza. W każdym razie wysterowanie toru liniowego o czułości 10 dB sygnałem ze standardowego mikrofonu pojemnościowego podłączonego do przedwzmacniacza wymaga ustawienia Gain nieco poza godzinę trzecią. Na krótkim odcinku powyżej tej pozycji następuje gwałtowny skok wzmocnienia. Lepiej zatem będzie podłączyć wyjście O’ter do toru liniowego oferującego wzmocnienie rzędu 25 dB i ustawiać Gain między godziną pierwszą a drugą.

I przy takich właśnie ustawieniach dokonałem pomiarów. Jak widać charakterystyka przenoszenia jest wyrównana przy każdym ustawieniu czułości. Ta ostatnia w pierwszej połowie zakresu regulacji obejmuje tylko 10 dB – pozostałe 40 dB przypada na drugą połówkę. Nie jest to przesadnie linowy zakres zmian, ale czułość daje się kontrolować dość przewidywalnie, wyłączając jedynie ostatnich kilka stopni, przy których nawet tłumik 10 dB nie zapobiegnie przesterowaniu, jeśli źródłem sygnału będzie mikrofon.

Zniekształcenia podążają za sygnałem w stałej odległości 85 dB dla 1 kHz. Daje się zaobserwować pracę transformatora – tu przejawiającą się większym poziomem harmonicznych, głównie parzystych, w zakresie do 200 Hz. Charakterystyka fazowa jest wręcz idealna, a przesunięcie dla 50 Hz nie przekracza 1 stopnia. Co by nie mówić, to prawdziwy rekord świata w każdym segmencie cenowym. To samo można powiedzieć o charakterystyce impulsowej, którą trzeba uznać za wzorcową.

Zabierzmy się teraz za słuchanie. Odczytam fragment tekstu do zupełnie nowego mikrofonu United Twin 87, któremu przyjrzymy się bliżej już niebawem, a jest to bardzo ciekawy mikrofon. Sygnał z jego wyjścia został podzielony z wykorzystaniem mojego nowego cudownego pudełka do realizacji tych właśnie zadań, a następnie skierowany jednocześnie do przedwzmacniacza interfejsu Universal Audio Apollo i przedwzmacniacza O’ter Mark III. Z ich wyjść, poprzez przetwornik analogowo cyfrowy Focusrite OctoPre już w postaci dwóch sygnałów cyfrowych trafił do interfejsu MOTU Track 16. Możemy zatem usłyszeć ten sam dźwięk z jednego mikrofonu, ale przetworzony za pomocą dwóch różnych przedwzmacniaczy.

„Ktoś może powiedzieć, że przecież to tylko zasilanie, że przecież lampy, kondensatory, tranzystory, transformatory, konwertery, a nawet kable – to one robią TEN dźwięk. Tak w każdym razie wynika z materiałów marketingowych wielu producentów.

Otóż nie, one nie robią żadnego dźwięku. Ten dźwięk to tak naprawdę napięcie zasilania, które podlega modulacji w czymś, co określamy jako wzmacniacz. To, że wchodzi jakiś mały sygnał, na przykład z mikrofonu, a czarodziejskie elementy w różnego typu urządzeniach go wzmacniają do postaci liniowej, słuchawkowej czy głośnikowej to gigantyczny skrót myślowy”

Teraz obie ścieżki znormalizowane do poziomu -1 dBfs, z odwróconą biegunowością jednej z nich dla wychwycenia różnic. Coś tam jest, ale nie ma tu mowy o tym, aby różnica była jakaś drastyczna.

Korzystając z faktu, że urządzenie jest dwukanałowe, zastosowałem go do przetworzenia sygnału stereo, by sprawdzić, czy transformator rzeczywiście pozwala uzyskać jakieś specyficzne brzmienie.

No i? Ktoś słyszał różnicę? Dla ułatwienia zaprezentuję charakterystyki obu ścieżek – oryginalnej i przetworzonej, ujęte analizatorem widma z korektora FabFilter Pro-Q 3. Aż się prosi o podpis „znajdź 3 różnice”.

Jest naprawdę sporo osób, które z jakiegoś powodu czują się znacznie lepiej wiedząc, że materiał, nad którym pracują został przetworzony przez transformator. Black Lion Audio O’ter Mark III to jedno z najtańszych obecnie dostępnych urządzeń, które na taką obróbkę pozwala. Ponadto jest solidnym, podwójnym przedwzmacniaczem, który może współpracować z sygnałem mikrofonowym oraz instrumentalnym.

I tu też małe porównanie – ta sama partia nagrana z użyciem historycznego już, wyjątkowo rzadkiego basu Hofner 182 z 1962 roku. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że każde z nagrań to inne podejście, więc na pewno nie będzie tak samo.

Wejście instrumentalne w Universal Audio Apollo Twin

kostka

palce

Wejście instrumentalne w Black Lion Audio O’ter Mk III

kostka

palce

Wirtuozem nie jestem, ale mam nadzieję, że teraz wyraźnie słychać różnicę. Ten leciwy bas nagrany za pośrednictwem Black Lion Audio z transformatorem oferuje cieplejsze, mniej druciane brzmienie, zwłaszcza przy grze palcami. Sygnał nagrany przez Universal Audio nie jest zły, ale sprawia wrażenie nieco chudszego. W obu przypadkach zastosowałem lekką kompresję typu 1176, żeby wyrównać szczyty i uzyskać podobną głośność odczuwalną.

Można też zrobić sztuczkę stosowaną swego czasu w wielu studiach nagrań, w tym w Abbey Road, gdy trzeba było uzyskać jeszcze większe wzmocnienie sygnału. Polegała ona na kaskadowym łączeniu przedwzmacniaczy – sygnał z wyjścia pierwszego kierowano na wejście drugiego, i dopiero wtedy wyprowadzano sygnał do konsolety. Zróbmy to samo, wykorzystując jeszcze inny instrument, też Hofnera, tym razem model 173 z roku 1965 – prawdziwą dumę mojej kolekcji, w której odrestaurowanie włożyłem mnóstwo czasu i jeszcze więcej pieniędzy.

Jego charakterystycznie brzmiące przystawki typu Diamond, zwłaszcza przystawka przy mostku, to dźwięk typowy dla muzyki surf z tamtych czasów. Sygnał jest piękny, ale bardzo cichy, zatem połączyłem przedwzmacniacze kaskadowo o nagrałem kilka akordów z różnym ustawieniem przystawek, kierując je następnie na skrajne kanały w panoramie.

Śliczny, cukierkowy, shadowsowo-bitlesowski dźwięk. Tu bez żadnej korekcji ani kompresji – po prostu dwa transformatory w torze sygnałowym i kaskadowy tor wzmocnienia. Limiter na sumie tylko pilnuje poziomów szczytowych, bo to w końcu cyfra, a nie analog.

Generalnie O’ter wypadł w moich testach bardzo dobrze, choć nie spowodował, bym szukał szczęki po podłodze. Problem, jaki mam z tym urządzeniem to brak wskaźników poziomu sygnału, choćby symbolicznych. Cała reszta prezentuje się jako solidny kawałek sprzętu. Mamy dwa przedwzmacniacze z transformatorowym wyjściem – całość za 2.499 zł, co daje jakieś 1.225 zł za jeden tor. Dodam tylko, że sam transformator Cinemag to wydatek rzędu 220 euro w cenie detalicznej, a gdzie jeszcze obudowa, elektronika i cała reszta? Oczywiście, nie ma sensu tak liczyć, ale przytaczam tę cenę dla porównania, by można się było zorientować, gdzie jesteśmy. Sam O’ter dostarczany jest w eleganckim kolorowym pudełeczku, które aż się prosi, by ustawić je gdzieś na widoku.Wielokrotnie powtarzam, że tego typu urządzenie zawsze będzie ciekawsze funkcjonalnie niż przedwzmacniacze w interfejsach audio, a głównym powodem takiego stanu rzeczy jest znacznie wyższe zasilanie i znacznie wyższy poziom wyjściowy sygnału. To w konsekwencji zapewnia większy odstęp od szumów i większy zapas dynamiki. I jeśli przyjdzie Wam nagrać stopę, werbel lub sygnał z rozkręconego na maksimum wzmacniacza gitarowego, to szybko dostrzeżecie różnicę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.