Rode NTH-100 z innej perspektywy

Opublikowano przez

Kolejnym czynnikiem sprawiającym, że słuchawki otwarte wokółuszne lepiej sprawdzają się w zakresie naturalności odsłuchu jest brak tłumienia rezonansów wynikających z kształtu małżowiny usznej. Choć zjawisko to nie zachodzi dokładnie tak, jak w przypadku odsłuchu za pomocą monitorów, to i tak pozwala uzyskać w miarę naturalny obraz przestrzenny. W słuchawkach zamkniętych nie jest to już takie oczywiste. W opracowaniach profesjonalnych rzecz tę określa się jako IHL, czyli in-head localization i zarówno wszystkie symulacje jak i zaawansowane testy odsłuchowe potwierdzają, że IHL jest znacząco wyższy dla słuchawek otwartych.

Tak czy owak, sam się mocno zdziwiłem, że NTH-100 spodobały mi się aż tak bardzo, że zapragnąłem włączyć je do mojej kolekcji, co od kilku lat robię wyjątkowo rzadko. Niemniej, decyzja została podjęta, a tu chciałbym się podzielić moimi spostrzeżeniami na temat tych słuchawek – pierwszych w ofercie australijskiej firmy Rode.

Przede wszystkim słuchawki są bardzo wygodne, a dość nietypowy kształt nauszników sprawia, że świetnie leżą na głowie. Podkreślany przez producenta chłodzący wpływ jednej z warstw poduszek jest oczywiście wyczuwalny, ale tylko przez pewien czas – po kilku minutach nie ma on już większego znaczenia. W każdym razie efekt „łał” został uzyskany. Jeśli ktoś je zakłada pierwszy raz, od razu mówi: ale zimne! Pewno ma to jakieś znaczenie w gorącej Australii, ale u nas, jeśli nie liczyć zimnych kompresów, lubimy zakładać na głowę rzeczy ciepłe, np. czapki.

Bardzo dobrą rzeczą jest możliwość podłączenia kabla do lewego lub prawego nausznika. Ten drugi można wówczas zaślepić dołączoną gumową zaślepką, która jednak po jakimś czasie na pewno gdzieś zginie, a zapasowej w zestawie nie ma.

Sam kabel jest świetny – odpowiednio sztywny i odpowiednio elastyczny, a przede wszystkim ładnie się układa i nie plącze. Jeśli ktoś często zakłada i zdejmuje słuchawki, kładzie je w różnych miejscach, pakuje i transportuje to na pewno wie, co mam na myśli. Pewną wadą takiego kabla, występującą w zdecydowanej większości, nawet najdroższych słuchawek ze złączem TRS jest bardzo dobre przenoszenie poszumów wynikających z ocierania się kabla. Zjawisko to przypomina trochę sznurkowy telefon i pojawia się we wszystkich tych słuchawkach, w których gniazdo przyłączeniowe nie jest mechanicznie izolowane od korpusu.

Regulacja wysokości nauszników dokonuje się z wykorzystaniem połączenia zaciskowego. Jeśli z NTH-100 korzysta jedna osoba, to odpowiednie ustawienie zostanie dobrane raz i tak już zostanie. Jeśli natomiast słuchawki będą bardzo często przechodziły z głowy na głowę, co zdecydowanie odradzam głównie ze względów higienicznych, to ze sprawnością tej blokady może być różnie. Ale i tak należy ją uznać za ciekawą i funkcjonalną.

Słuchawki nie wyginają się na różne strony i nie składają, mając jedynie zakres ruchu niezbędny do prawidłowego ułożenia na głowie. Dla mnie jest to niewątpliwa zaleta. Poza tym są dość lekkie i niewielkie, a przy dłuższej pracy nie pojawia się efekt nacisku na czubek głowy – tak typowy dla HD-600, że w HD-650 przekonstruowano pod tym kątem poduszkę górnego pałąka.

Zanim posłuchamy, rzućmy okiem na wyniki pomiarów. Tutaj mamy cztery, z nieco inną pozycją nausznika względem uszu, aby uzyskać pełen obraz charakterystyki przenoszenia. Poniżej widzimy krzywe zniekształceń harmonicznych – drugiej pod postacią linii ciągłej i trzeciej w formie linii kreskowanej.

W przypadku pomiarów słuchawek nie można utożsamiać charakterystyki z brzmieniem. W grę wchodzi tutaj zbyt wiele zjawisk związanych z naszym sposobem reakcji na dźwięk, zwłaszcza wobec tak bliskiej odległości od źródła. Taki pomiar można zatem wyłącznie interpretować, a nie odnosić go bezpośrednio do brzmienia jako takiego.

Są to słuchawki zamknięte, więc relatywnie wysoki poziom zniekształceń do 500 Hz jest rzeczą normalną. Nie ma jednak żadnych gwałtownych zmian, a zniekształcenia maleją z nachyleniem 18 dB na oktawę, co potwierdza wysoką jakość przetworników. Wyeksponowanie efektywności w zakresie 100 Hz, w porównaniu do innych słuchawek zamkniętych jest tu prawie niezauważalne. Końcowy efekt jest taki, że przetwarzanie niskich tonów w zamkniętych NTH-100 jest tak samo wyrównane jak w dobrych konstrukcjach otwartych. Nie ma zatem nadreprezentacji basu, a wszystkie tony podstawowe do 2 kHz są odtwarzane z równą efektywnością. Te słuchawki po prostu nie okłamują, jeśli chodzi o równowagę instrumentów, a jednocześnie grają naprawdę ładnie i precyzyjnie.

Wszystko co się dzieje powyżej 4 kHz to na ogół efekt wyobrażeń projektantów na temat tego, jaki charakter soniczny powinny mieć słuchawki. Z technicznego punktu widzenia istotne jest, aby utrzymać jak najniższy poziom trzeciej harmonicznej. To ona bowiem nadaje przesadną jaskrawość dźwięku, nie zawsze korespondującą z tym, jaki jest on w rzeczywistości. Z kolei wyższy poziom drugiej harmonicznej, nie do końca pożądany, bo świadczący o występowaniu zjawiska dzielenia się membrany przetwornika, tutaj został bardzo zgrabnie wykorzystany do uzupełnienia reprezentacji najwyższych tonów. Warto zwrócić uwagę, że wzrost drugiej harmonicznej dla 3 kHz ładnie wkomponowuje się w spadek efektywności przetwarzania przy 6 kHz. Co więcej, wyrażona w decybelach wartość tego wzrostu jest porównywalna z takim samym wyrażeniem spadku efektywności wobec częstotliwości podstawowych. I choć będzie to bardzo nieprecyzyjny z technicznego punktu widzenia wniosek, to można przyjąć, że harmoniczne niejako uratowały reprodukcję najwyższych tonów w wyjątkowo organiczny sposób.

Charakterystyka wodospadowa pokazuje wstrzemięźliwość w zakresie samoistnych drgań membrany, więc wszystkie dźwięki basu będą krótkie i precyzyjne. Niewątpliwy wpływ na taki stan rzeczy ma specyficzna konstrukcja nauszników i dobrze dobrana izolacyjność poduszek.

Reakcja impulsowa jest znakomita – na zboczu narastającym nie ma żadnych zawahań, a powrót z wychylenia przebiega równie stromo. Widoczne tu opóźnienie 3 ms to efekt latencji systemu pomiarowego.

Charakterystyka fazowa nie wykazuje żadnych gwałtownych zmian – wszystko odbywa się dokładnie tak, jak w tego typu słuchawkach bywa. Wierzchołki największych zmian mają swoje odzwierciedlenie w charakterystyce częstotliwościowej, zatem reprodukcja pozostaje pod pełną kontrolą i jest pochodną przyjętych rozwiązań konstrukcyjnych.

Zaprosimy teraz mojego kolegę, aby posłuchał tych słuchawek za mnie. Owszem, mógłbym to robić sam, z mądrą miną opowiadając Wam co słyszę, ale to mało profesjonalne i zupełnie nieobiektywne. Najlepiej będzie, jeśli posłuchacie sami, pamiętając jednak o tym, że należy to robić w słuchawkach. Ten sposób nagrywania dźwięku, znany jako binauralny, ma to do siebie, że jest niekompatybilny z głośnikami, jeśli chodzi o odsłuch.

Jeśli dodamy do tego fakt, że tą metodą zaprezentujemy brzmienie słuchawek, to robi się z tego silnie zapętlony ciąg przyczynowo-skutkowy sprawiający, że do takich odsłuchów trzeba podchodzić z dużą rezerwą. Mają one jednak walor porównawczy, ponieważ słuchawki, których nomen omen będziecie słuchać, grają w tym samym środowisku i z tym samym materiałem.

Posłuchamy po kolei: Beyerdynamic DT1990 Pro, Sony MDR7510, Sennheiser HD600 i Rode NTH-100.

Wydaje mi się, że to porównanie bardzo dobrze odzwierciedla indywidualny charakter brzmieniowy nie tylko poszczególnych modeli słuchawek, ale też sposób reprezentacji dźwięku preferowany przez ich producentów. Na pewno w przypadku firm Sennheiser i Beyerdynamic daje się zaobserwować pewien swoisty wzorzec ich produktów – obecny w mniej lub bardziej zawoalowany sposób. Sennheiser to precyzja, lekkość i równowaga, a Beyerdynamic to wyrazistość, głębia, detaliczność i masa.

Ale nie wdajmy się w takie audiofilskie dywagacje. Moje wrażenia z pracy z tymi słuchawkami są w dużej mierze zbieżne z tym, co usłyszeliśmy. Czym innym jest jednak porównanie brzmień, które musi trwać krótko, aby nasza percepcja nie zdążyła się dopasować do charakteru dźwięku. A jeszcze czym innym dłuższa praca na konkretnym modelu.

Chyba nie jest tajemnicą, a dla moich widzów i słuchaczy na pewno, że w przypadku słuchawek, choćby nie wiem jak kosztownych, nie ma mowy o obiektywnym brzmieniu. To, jak one sprawdzą się w naszej pracy to tylko kwestia zaufania i naszych preferencji. Konstrukcja, sposób wykonania, budowa i cena mogą mieć znaczący wpływ na poziom tego zaufania, ale nie przesądzają jednoznacznie o naszych decyzjach. Z pewnością warto kierować się statystyką – czym więcej osób używa konkretnego modelu, tym większe prawdopodobieństwo, że nam również przypadnie do gustu.

Zaufałem NTH-100 i jak dotąd nie mam do nich żadnych zastrzeżeń. Są świetnie wykonane, dobrze brzmią, są oryginalne i kosztują relatywnie niedużo, zwłaszcza gdy porównany ich cenę do cen konkurencyjnych produktów o ustabilizowanej pozycji rynkowej.Mam ten luksus, że testuję praktycznie każde nowe profesjonalne słuchawki, które pojawią się w sprzedaży. Wszelkie decyzje zakupowe mogę więc podejmować w oparciu o dobre rozeznanie rynku. A że mam swoje specyficzne preferencje, a któż ich nie ma…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.