Waldorf Iridium Keyboard

Opublikowano przez

I jeszcze szybki przegląd innych rzeczy na tylnym panelu. Gniazdo do podłączenia zasilacza z włącznikiem; a to, co mi się podoba, to normalne wyłączanie, bez celebracji gaszenia systemu. Po prostu wyłączamy i idziemy spać. Klasyczna trójca MIDI, klasyczne dwa gniazda kontrolerów nożnych oraz rzeczy do współpracy z systemem CV/gate, czyli cztery wejścia napięciowe, wejście wyzwalające dźwięk, wejście zegarowe i wejście dla startowania np. arpeggiatora.

Wszystko raczej pod kątem sterowania brzmieniem i pracą instrumentu za pomocą eurorakowych sekwencerów czy różnego typu modułów logicznych. Iridium ma tylko wyjście zegarowe, aby cały ten system utrzymać w pętli synchronizacji.

Port USB Controller służy do podłączenia zewnętrznego kontrolera, który może poszerzyć nasze opcje w zakresie zewnętrznego sterowania MIDI. A dodajmy, że Iridium ma wszytą funkcję MIDI Learn, więc pod tym względem niczym nie różni się od swoich wtyczkowych odpowiedników. Port ten może również posłużyć do podłączenia zewnętrznej pamięci z samplami, którymi nakarmimy nasz syntezator lub z aktualizacją systemu. Do tych samych, ale i bardziej zaawansowanych zadań, jak import i eksport plików audio, presetów, tablic próbek, map MIDI itd. służy już opcjonalna karta microSD. Natomiast Computer USB to klasyczny dwukierunkowy port MIDI, drugi obsługiwany przez instrument.

Całość jest solidna, niemiecka i metalowa, i ewidentnie widać tu rękę Axela Hartmanna. Kółka odstrojenia i modulacji, podobnie jak kontrolery nożne, porty napięciowe, a nawet krzywe velocity i aftertouch można swobodnie kalibrować w opcjach instrumentu.

Po użyciu funkcji Init resetujemy aktualną barwę do domyślnej. I to jest doskonały punkt startowych dla tych, którzy chcą zrobić swoje barwy. Bo tych fabrycznych mamy takie zatrzęsienie, w tylu kategoriach i zaprojektowane przez takich specjalistów, że aż się kręci w głowie. Stworzono je z wyczuciem, smakiem i z myślą o praktycznym zastosowaniu, więc nie ma tu gniotów. Może nie wszystkie, ale przynajmniej kilka setek od razu nadaje się do gry. Nie idźmy jednak na łatwiznę, tym bardziej, że chcę wam pokazać możliwości tego trzyoscylatorowego, dwubrzmieniowego, wielogłosowego monstrum.

Każdy oscylator to w zasadzie jeden z pięciu typów syntezatorów wybieranych tymi przyciskami.

Nazwa wavetable, czyli z tablicowaniem próbek, brzmi groźnie, ale sama synteza jest łatwa do zrozumienia. Załadujemy pojedynczą tablicę próbek zawierającą 64 sample będące kolejnymi harmonicznymi niższego rzędu dodawanymi w różnych proporcjach do podstawowego tonu sinusoidalnego. W trybie przełączania możemy je zmieniać ręcznie w każdym dowolnym momencie – zarówno skokowo, jak i płynnie, kiedy to silnik syntezy przelicza wartości pomiędzy poszczególnymi próbkami. Ale po co to mamy robić ręcznie, skoro mamy modulatory, takie na przykład jak LFO, który z nakazanym przez nas trybem, z wybraną częstotliwością, głębokością i zakresem będzie za nas wirtualnie kręcił tą gałką. Już na tym etapie można wprowadzić wiele modyfikacji, jak np. spowalnianie oddziaływania LFO, by na początku nie zmieniało nic, zachowując atak dźwięku, a wprowadziło falowanie potem.

Taka prosta próbka, a tyle zabawy. Ale zaraz, przyszło nam do głowy, że możemy do tej próbki zaaplikować inny modulator, np. obwiednię. Żeby jednak nie rujnować tego, co już uzyskaliśmy, skopiujemy cały ten oscylator do drugiego, który na razie wyciszymy. Przy okazji warto zwrócić uwagę na te wskaźniki, pokazujące którą z 16 wirtualnych odmian całej tablicy w danym momencie uruchamiamy.

Bo w Iridium nie jest tak, że są to cały czas te same sample czy też grupy sampli. Nie, każdy taki element dźwiękowy ma 15 sobowtórów – takich samych, ale jednak subtelnie odstrojonych po to, aby za każdym wciśnięciem klawisza uniknąć maszynowej powtarzalności. Tutaj regulujemy odstrojeniowy stopień pokrewieństwa wszystkich klonów, co często pozwala uniknąć tzw. efektu karabinu maszynowego.

Mając kopię pierwszego oscylator w drugim, możemy poeksperymentować z innym modulatorem, np. aftertouch, który znów przypiszemy do funkcji wyboru próbek. Czym mocniej naciskamy klawisz, tym głębiej przemiatamy po próbkach wchodzących w skład tej tablicy. Odstroimy oktawowo oscylatory względem siebie, rozsuniemy je nieco w panoramie.

Może jakiś arpeggiator? Najlepiej z pamięcią, żebyśmy nie musieli cały czas trzymać akordu. Tu też możemy poszaleć z różnymi wzorcami rytmu, tempem, długością dźwięków i parametrem rozchwiania swing. OK, to może jakieś zniekształcenie dla dodania harmonicznych? Mamy tu ich całą gamę. Pogłosik, żeby to posklejać. Czego brakuje? Racja! Jakiegoś filtru. Do wyboru klasyczne filtry typu PPG/Waldorf w różnych trybach pracy. Sygnał po filtrze można ustawić w panoramie. Jest także drugi, bliźniaczy filtr, a oba można połączyć do pracy w różnych trybach, sterowane niezależnie lub wspólnie.

Myślicie, że to koniec? A gdzie tam! Jest też Digital Former, w którym oprócz przesterowania i nasycenia są wszystkie inne fikuśne filtry o charakterze typowo efektowym, a my mamy możliwość dość swobodnego ustawiania filtrów i Digital Formera względem siebie dla uzyskania oczekiwanych rezultatów. Także w trybie równoległym Wet/Dry.

I proszę, a pomyśleć, że zaczęliśmy od jednej prostej tablicy próbek. A tych, nie dość, że mamy multum, to jeszcze możemy importować własne pliki WAV a także gotowe tablice, np. z Quantum. Już nawet w przypadku jednego typu syntezy i w zasadzie jednego oscylatora pytanie o to, jakie brzmienie ma Iridium jest dokładnie tym samym, co pytanie, ile pompek zrobi Chuck Norris. Przecież wiadomo, że wszystkie!

A mamy tu jeszcze cztery inne typy syntezy. Waveform to coś na kształt syntezy analogowej w tym kontekście, że mamy do wyboru tzw. standardowe przebiegi, ale możemy je już traktować bardzo niestandardowo, wpływając nie tylko na kształt fali, ale także jej multiplikację, choćby dla uzyskania przebiegów typu supersaw, także z uwzględnieniem głębokości ich wzajemnej synchronizacji, odstrojenia oraz rozłożenia poszczególnych oscylatorów w przestrzeni stereo. Trochę manipulacji w obwiedni głośności i odpowiednia obwiednia filtracji; tu warto zwrócić uwagę na możliwość wyboru różnych krzywych przejścia w poszczególnych segmentach, a także opcję zapętlenia obwiedni, choć w tym trybie daje się zaobserwować swoiste rozchodzenie się obwiedni dla głosów akordu.

Na to subtelne zniekształcenie i mamy w zasadzie gotowy podkład do każdego typu muzyki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.