Odgłosy mówiącego robota zawsze są w modzie i doskonale sprawdzają się w wielu gatunkach muzycznych. Twórca edytora Wavosaur udostępnił bezpłatną wtyczkę o nazwie VST Speek (co do pisowni są rozbieżności, nawet u samego dewelopera, ponieważ w opisie jest VST Speek, a na wtyczce VST Speak…). Po wpisaniu dowolnego tekstu (z uwzględnieniem fonetyki angielskiej) wtyczka go odczytuje, a my mamy możliwość regulacji szeregu parametrów związanych z brzmieniem (patrz prezentacja poniżej). Dźwięk możemy wyzwolić przyciskiem Speak albo podaniem komunikatu MIDI Note (wtyczka reaguje na wysokość dźwięku). Dodatkowo możemy zautomatyzować wszystkie jej parametry, co otwiera przed nami drogę do zaawansowanego kreowania końcowego rezultatu brzmieniowego. Wtyczka będzie rozwijana, a już niebawem możemy się spodziewać wersji dla OS X. Wtyczka pisana jest w czystym kodzie (bez użycia SynthEdit/SynthMaker) i bazuje na syntezatorze wokalowym Software Automatic Mouth (SAM) stworzonym swego czasu przez Softvoice Inc dla komputerów Commodore 64. Na blogu producenta znajdziemy linki do pobrania wersji 1.2 w formacie 32- i 64-bitowym.
Zachęcony pytaniem, które pojawiło się na Forum EiS, dotyczącym stosowania różnych efektów w odniesieniu do klipów na jednej ścieżce w programie Reaper, przygotowałem małą lekcję wyjaśniającą ten temat.
Szereg różnych programów DAW oferuje funkcję aplikowania oddzielnych efektów dla pojedynczych klipów znajdujących się na jednej ścieżce (oprócz globalnego efektu dla całej ścieżki). W przypadku Reapera także można skorzystać z tej funkcjonalności, choć trzeba to zrobić trochę „dookoła”. Jednocześnie jednak, Reaper daje interesujące możliwości w zakresie doboru efektów, porównywania różnych wersji z różnymi efektami, co sprzyja kreatywnemu wykorzystaniu tego programu, np. do obróbki pętli czy zaawansowanego przetwarzania kompleksowych nagrań. Poniżej prezentacja tego typu działań. Pokazałem tu wykorzystanie funkcji ujęć (Takes), używając tylko dwóch, ale warto pamiętać, że takich ujęć może być znacznie więcej, każde z innym efektem, co pozwala na dużo bardziej zaawansowane wykorzystanie tej opcji programu.
Ten zaszyty w lasach na północ od Seattle drewniany budynek może wyglądać jak domek drwala, ale w istocie jest to bardzo poważne studio Bear Creek. Szef tego studia, Ryan Hadlock, pojawi się w Warszawie, a na spotkanie z nim zaprasza zespół Paula i Karol. Oto informacja, jaką otrzymałem: „W imieniu zespołu Paula i Karol mam zaszczyt zaprosić na jedyne otwarte spotkanie z amerykańskim producentem muzycznym, Ryanem Hadlockiem z Bear Creek Studios (Washington, USA), które odbędzie się w niedzielę, 2 marca o godz. 15.00 w warszawskiej Cafe Kulturalna (Teatr Dramatyczny, Pl. Defilad 1)
Rozmowę poprowadzą Paula i Karol.
Ryan jest znany z pracy z artystami takimi jak Gossip, czy nominowanymi do nagrody Grammy The Lumineers i Blonde Redhead. W Bear Creek Studios, założonym w 1977 r. przez rodziców Ryana, jako dziecko miał okazję uczyć się od tak uznanych artystów jak Lionel Richie, Eric Clapton, Soundgarden i wielu innych. Dziś Ryan jest szefem odziedziczonego po rodzicach studia.
Ryan Hadlock przyjechał do Warszawy na zaproszenie indie-folkowego zespołu Paula i Karol, z którym pracuje nad najnowszą płytą (premiera lato 2014). Podczas spotkania będzie można swobodnie porozmawiać z producentem, usłyszeć kilka producenckich ciekawostek, czy nawiązać kontakt z profesjonalistą, który zawsze szuka ciekawych projektów. Będzie to również świetna okazja do spotkania w nieformalnym gronie przy kawie ze znajomymi z branży muzycznej.
Wstęp wolny, ilość miejsc ograniczona, decyduje kolejność zgłoszeń. Proszę o potwierdzenie obecności mailem do piątku, 28 lutego, godz. 15 ([email protected])”.
Ze swojej strony dodam tylko, że tego typu spotkania są zawsze inspirujące dla każdego, kto zajmuje się produkcją muzyczną.
Firma Korg poinformowała w wydanym dziś komunikacie, że zamierza stworzyć dokładną kopię słynnego syntezatora ARP Odyssey, która ukaże się na rynku we wrześniu. Oryginalny ARP Odyssey miał swój debiut w 1972 roku i szybko stał się bardzo popularnym instrumentem elektronicznym z uwagi na swoje brzmienie i zaawansowane możliwości jego kontroli podczas gry (dziś to się określa ładnym sformułowaniem „w czasie rzeczywistym”). Instrument ten cieszył się tak dużym zainteresowaniem, że z niewielkimi zmianami produkowano go do 1981 roku.
Korg zaprosił do współpracy nad stworzeniem współczesnej repliki Odysseya jego oryginalnego konstruktora, Davida Frienda, który razem z Alanem Robertem Pearlmanemzałożył firmę ARP Instruments, Inc. Zdjęcie obok przedstawia prototyp przygotowywanego do produkcji instrumentu.
Wszystko więc wskazuje na to, że Korg zamierza dalej podążać drogą, na początku której pojawił się niepozorny Monotron, potem Volca, MS-20 mini i MS-20 w wersji do samodzielnego montażu. Firma Korg już teraz gratuluje sobie dobrego pomysłu i liczy na to, że współczesny Odyssey stanie się produktem pierwszej potrzeby w przypadku wszystkich muzyków nowej generacji.
Poniżej prezentacja oryginału, której autorem jest niezawodny WC Olo Garb.
SynthMaster Player Free to bezpłatny odtwarzacz presetów syntezatora KV331 Audio SynthMaster, który uważany jest za jeden z ciekawszych instrumentów wirtualnych na rynku. Player dostępny jest dla komputerów PC (32/64 bity) i Mac (32/64). Na jego pokładzie znajdziemy 150 gotowców pochodzących z pełnej wersji tego instrumentu. I choć nie ma możliwości głębszej zmiany ustawień dostępnych barw, to jednak odtwarzacz pozwala na stosowanie podstawowej edycji w odniesieniu do niektórych parametrów barwy, np. filtru, obwiedni i efektów (w ich wypadku na zasadzie włącz/wyłącz), umożliwiając też korzystanie z dwóch warstw. Mamy również dwie grupy wysyłkowe, przy czym efekty możemy aktywować tylko na pierwszej z nich.
Instrument w tej wersji należy do gatunku takich, które zawsze gdzieś w którymś miejscu mogą się przydać, oferując dość podstawowe, ale grywalne barwy. W ich wyszukiwaniu pomaga przeglądarka zawężająca zakres wyboru oraz wyszukiwarka. I choć zaawansowane wyszukiwanie w odniesieniu do 150 presetów wygląda na lekką przesadę, to niekiedy pozwala zaoszczędzić czas. Zresztą sami wypróbujcie – może Wam się spodoba. Przed pobraniem trzeba podać e-mail oraz imię i nazwisko, na podstawie których generowany jest klucz do syntezatora. Przy jego uruchamianiu w DAW pojawia się okienko informujące o promocji cenowej na bardziej zaawansowaną wersję Playera.
Sporo czasu spędziłem ostatnio z najnowszym procesorem Variety Of Sound, czyli słynnym już SlickHDR. Wtyczka ta, w 32-bitowej wersji dla komputerów Windows, dostępna jest na stronie VoS. Herbert Goldberg zrobił kawał dobrej, programistycznej roboty, a Patrick Barca okrasił ją ciekawym interfejsem użytkownika (na początku wtyczka była trochę za duża, ale teraz, w wersji 1.0.1 już można przyjąć, że jest nieźle). Punktem wyjścia do stworzenia tego procesora była analiza obróbki dynamiki w cyfrowych zdjęciach, gdzie mamy do czynienia zarówno z ogólnym wrażeniem zależności między elementami najjaśniejszymi i najciemniejszymi, jak i miejscowym zakresem dynamiki w różnych fragmentach obrazu. Właściwy zakres tonalny uzyskuje się dopiero wtedy, gdy regulacji dynamiki wobec całego obrazu towarzyszy regulacja w obszarze szczegółów, której nie można przeprowadzić z użyciem jednego, globalnie działającego narzędzia. Wszyscy parający się cyfrową obróbką obrazów doskonale bowiem wiedzą, że zwykła regulacja kontrastu i jasności, czy nawet użycie do tego celu narzędzia poziomów wraz z histogramem (mówię tu o obróbce w Photoshopie) nie da takich efektów, jak użycie narzędzia krzywych, z możliwością wstawienia własnych punktów w newralgicznych miejscach i precyzyjnym ich ustawieniem. Od razu trzeba powiedzieć, że nie jest to zabawa dla początkujących, którzy często ograniczają się do użycia działających jak siekiera narzędzi typu Auto-Kontrast czy Auto-Poziomy.
I tu przechodzimy do SlickHDR, w którym mamy trzy procesory dynamiki, z których pierwszy (P1) jest swego rodzaju procesorem globalnym, działającym zgrubnie, a pozostałe dwa (P2 i P3) operują w zakresie dynamiki wyznaczonym przez ten procesor, jednocześnie wpływając też na jego działanie w sposób, który tak do końca trudno jest przewidzieć. Do tego dochodzą kontrolki odpowiedzialne za tonalność brzmienia oraz za włączenie do całego procesu filtrów niskich i wysokich częstotliwości. Trzeba jednak zaznaczyć, że działają one bardzo subtelnie, i podkręcenie gałki Low Freq lub Hi Freq wcale nie oznacza, że na wyjściu będzie więcej basu lub wysokich tonów; wręcz przeciwnie – ich dynamika może spaść.
Jak pracować z tą wtyczką? Proponuję wszystkie gałki w sekcji dynamiki ustawić na minimum, a w sekcji barwy na połowę. Podkręcamy Drive w P1, aż wskaźnik zacznie lekko wchodzić na żółte pole. Potem zwiększamy poziom Drive dla P2 i zostawiamy tak, aby działał mniej więcej tak samo jak P1. To samo robimy dla P3. Zmiany w P2 i P3 sprawią, że wskaźnik P1 zmieni swoje wskazania, więc korygujemy jego parametr Drive. To zmieni wskazania w P2 i P3, więc tak długo pracujemy z gałkami, aż wszystkie wskaźniki będą pracować w miarę podobnie, lekko wchodząc na żółte pole. Porównujemy brzmienie z procesorem i bez, i w razie potrzeby korygujemy ustawienia Trim (który moim skromnym zdaniem ma zbyt mały zakres regulacji w dół). Bardzo uważnie słuchamy materiału, i gdy pojawią się jakieś zniekształcenia, zwiększamy czasy Release w P2 i P3, cały czas kontrolując to, co pokazują wskaźniki. Teraz można spróbować ukształtować charakter brzmienia używając kontrolek w sekcji czerwonej.
Moje wnioski? Za SlickHDR warto włączyć płytko działający limiter, który podkreśli brzmienie procesora. Przy mocno nasyconych, dobrze zrównoważonych miksach efekty działania SlickHDR są mało spektakularne – potrafi rozmyć bas i wyostrzyć niepotrzebnie brzmienie. Na bębnach działa dość dobrze, podobnie jak na ścieżkach basu, gitar i syntezatorów. Najlepsze efekty uzyskałem jednak na wokalu, który po przetworzeniu przez SlickHDR zyskał głębię, klarowność, stał się wyrównany, czytelny i świetnie słyszalny w miksie. Prezentacja poniżej. Śpiewa Joanna Mews-Anuszkiewicz. Na zrzucie na początku postu widoczne są zastosowane ustawienia.
Miłośnicy bardzo intensywnych przekształceń sygnału bazujących na buforowaniu próbek i ich niezależnym przetwarzaniu w domenie czasowej, częstotliwościowej i fazowej z pewnością ucieszą się z faktu, że firma Glitchmachines udostępniła swój piąty bezpłatny produkt pozwalający na tego typu edycję. Mowa o procesorze Fracture, który mimo dość niepozornego wyglądu pozwala uzyskać wyjątkowo interesujące efekty brzmieniowe w stylistyce klikowej i glitch. Wtyczkę (PC i Mac) można pobrać stąd. Nie jest wymagana żadna rejestracja – wkładamy zakup do koszyka i udajemy się do kasy, gdzie od razu można pobrać plik.
Dość trudno jednoznacznie opisać, na czym polega działanie tego efektu, ponieważ w dużej mierze zależy ono od materiału wyjściowego. Mamy tu szereg komórek buforujących, wielofunkcyjny filtr, trzy LFO oraz delay, a wszystko to można łączyć w przedziwne kombinacje w celu stworzenia abstrakcyjnych i dynamicznych struktur brzmieniowych.
W poniższym przykładzie zmontowałem niewielki projekt w stylistyce minimal pop. Część ścieżek włączyłem do oddzielnej ścieżki-folderu, na której włączyłem Fracture oraz, na wszelki wypadek, limiter Loudmax. Grupę tę powieliłem, aby uzyskać równoległą obróbkę ścieżek poddanych „glitchowaniu” oraz ścieżek czystych, a niezależnie od nich uruchomiłem dwa ślady ze stopą i pętlami, z których sygnał przekierowałem też do grupy z efektem Fracture. Na całości pracował Loudmax, aby zabezpieczyć się przed dość niebezpiecznymi skokami poziomu wynikającymi z pracy procesora Fracture (który bywa niekiedy nieprzewidywalny). W czasie odtwarzania zmieniałem presety w procesorze, starając się dobierać moment zmian do węzłów aranżacyjnych w mojej mini-kompozycji.
Peter Kirn z blogu CDM przeprowadził szeroko zakrojone działania śledcze związane z najnowszym produktem Rolanda, jakim jest AIRA. Postanowiłem pójść jego śladem i zrobić to samo we własnym zakresie. Samo urządzenie ma się pojawić w tym miesiącu, ale póki co owiane jest mgiełką tajemnicy. Śledząc jednak uważnie dostępne materiały firmowe można już coś powiedzieć więcej.
System AIRA to połączenie nowoczesnej technologii z klasyką. Zastosowana w nim zostanie nowa technika modelowania komponentów analogowych (Analog Circuit Behavior), bardzo podobna do tej, którą znamy choćby z instrumentu Monark firmy Native Instruments czy produktów francuskiej firmy Arturia, która na podobnej technologii oparła większość swoich emulacji klasycznych instrumentów analogowych. Zobaczmy jak to przedstawiają sami Japończycy:
Podsumujemy zatem to, co do tej pory wiadomo. W systemie AIRA znajdzie się też klawiatura z całą gamą różnego typu manipulatorów. W jego skład będą wchodziły cztery urządzenia. O maszynie perkusyjnej TR-08 już w zasadzie wszystko wiadomo, podobnie jak o urządzeniu o nazwie VT-3 Vocal Transformer. Teraz dowiadujemy się też o klawiaturze sterującej. O istnieniu czwartego elementu wiemy bardzo niewiele – w zasadzie tylko tyle, że jego dźwięki można usłyszeć w firmowej prezentacji systemu AIRA:
Mamy też mocno zakamuflowane zdjęcie nowego systemu, ale po dokonaniu różnego typu zabiegów edycyjnych w Photoshopie możemy przyjrzeć mu się bliżej:
A zatem możemy już tylko czekać na oficjalną premierę nowego systemu, który zapowiada się wyjątkowo apetycznie.
Theremin, czyli legendarny instrument elektroniczny stworzony przez radzieckiego szpiega i konstruktora Lwa Termena, najbardziej znany jest w formie urządzenia produkowane przez firmę Moog, która na NAMM 2014 zaprezentowała jego nową, futurystycznie wyglądającą wersję o nazwie Theremini. Wyposażony w dwie anteny, do których zbliżając dłonie można regulować głośność i wysokość dźwięku, oferuje bardzo charakterystyczne brzmienie, które wszyscy kojarzą z wczesnymi filmami w stylistyce sci-fi, choć znalazł też zastosowanie w wielu utworach pop i rock, wykonywanych przez takich wykonawców jak Beach Boys czy Led Zeppelin.
Istnieją dziesiątki wersji Theremina w postaci wirtualnej, ale niedawno pojawiła się też aplikacja bazująca na javascript i Web Audio API, z której można korzystać z poziomu przeglądarki. Znajdziecie ją na tej stronie. Obsługa jest banalnie prosta. Poziomymi ruchami kursora w polu sterowania reguluje się płynnie wysokość dźwięku, a pionowymi jej głośność. Do sygnału możemy dodać efekt delay, wybrać cztery typy generowanych przebiegów oraz skorzystać z funkcji Scuzz, która pozwala dodać specyficzny rodzaj zniekształcenia.
Twórca aplikacji, Luke Phillips z Fermur Design, zapowiada jej dalszy rozwój, między innymi poprzez dodanie możliwości odtwarzania muzyki w tle wraz z graficznym obrazem jej widma, co znacząco ułatwi dodawanie własnych partii granych na tym pseudo-thereminie. W sumie fajna zabawa i ciekawe źródło inspiracji. Acha, i trzeba wspomnieć, że najlepiej działa w przeglądarkach Chrome i Safari – w Firefox są jeszcze drobne problemy z dźwiękiem.
Możemy już oficjalnie ogłosić, że wchodzenie na rynek interfejsów z portem Thunderbolt nabiera rozpędu i w kolejnych latach każde nowe urządzenie pro-audio będzie w taki port wyposażone. Przewaga Thunderbolta nad USB 2.0 a nawet 3.0 jest oczywista i widoczna dla każdego. Przede wszystkim transmisja – 10 Gb na sekundę praktycznie bez żadnej latencji oznacza, że teoretycznie można przez ten port „przepuścić” w jedną i drugą stronę około 4.000 kanałów mono z rozdzielczością 24 bity i próbkowaniem 96 kHz (przy założeniu, że do transmisji takiego kanału potrzebujemy 2,5 Mb/s). Tylko od procesora komputera zależy, czy zdoła przetworzyć taką ilość danych w czasie rzeczywistym. Poza tym przez Thunderbolt możemy zasilać nawet dość wymagające prądowo urządzenia, ponieważ oferuje on napięcie 18 V i wydajność prądową pozwalającą na wydzielenie mocy 10 watów (w USB 2.0 jest to 5 V i 2,5 W). Wszystko wskazuje też na to, że dobrze zaprojektowane i wykonane interfejsy z portem Thunderbolt nie będą miały problemu z jitterem (przy zachowaniu asynchronicznego transferu, na który jest tutaj duuużo miejsca), co przekłada się na lepszą przestrzenność brzmienia. Wprawdzie do tej pory pojawiło się już kilka interfejsów Thunderbolt, ale są to raczej dość drogie urządzenia. Teraz mamy na rynku najnowszy interfejs, którego producentem jest firma Zoom. Urządzenie nosi nazwę TAC-2 i jest zaskakująco skromnie wyposażone, zważywszy na możliwości formatu Thunderbolt. Mamy tu bowiem tylko dwa wejścia mikrofonowo-liniowe combo i dwa wyjścia liniowe TRS 6,3 mm. Jest też wejście instrumentalne i wyjście słuchawkowe z niezależną regulacją głośności. Wszystkimi funkcjami możemy sterować za pomocą znajdującego się na panelu czołowym enkodera lub z poziomu aplikacji sterującej, która obsługuje też wbudowany procesor efektów.
TAC-2 pracuje z sygnałami próbkowanymi 24-bitowo z częstotliwością do 192 kHz, przy czym dla poprawy jakości przetwarzania konwertery pracują z 4-krotnym nadpróbkowaniem w obie strony (A/C i C/A). W sekcji przedwzmacniaczy zastosowano wysokiej jakości układy Burr Brown, pozwalające uzyskać do 60 dB wzmocnienia. Interfejs współpracuje z komputerami Mac wyposażonymi w OS X od 10.6.8 wzwyż. Spodziewana cena to ok. 450 dolarów. Wygląd i funkcjonalność urządzenia zdają się sugerować, że będzie ono sprzedawane m.in. w sklepach z produktami Apple.
Rejestracja jest bardzo szybka i prosta. Wymagane jest jedynie podanie adresu e-mail, nazwy użytkownika oraz hasła. Po zarejestrowaniu konto od razu jest aktywne.
Dzięki rejestracji możliwe jest wygodne kupowanie naszych materiałów edukacyjnych. Dodatkowo zyskasz możliwość komentowania na naszym blogu pod stałym, zarezerwowanym tylko dla Ciebie pseudonimem.
Możesz też zalogować się do naszego serwisu za pomocą konta na Facebooku. Z Twojego profilu pobierzemy jedynie nazwę oraz adres e-mail. Nie publikujemy nic na Twoim profilu.