Avid i Abbey Road przygotowali razem serię klipów wideo prezentujących kulisy pracy w tym zacnym studiu podczas nagrywania zespołu Strangefruit z udziałem producenta Grega Wellsa (OneRepublic, Katy Perry). Jak przeczytamy na stronie Avida: Można zobaczyć to samo studio, w którym nagrywali The Beatles i część używanego przez nich sprzętu, dowiedzieć się, jaką rolę pełni producent w nagrywaniu materiału muzycznego i dlaczego jego pozycja jest tak istotna, zobaczyć jak nagrane w warunkach domowych ścieżki zmieniają się podczas miksu w profesjonalnym studiu i przyjrzeć się całej produkcji – od wyboru mikrofonów i nagrań ścieżek do finalizacji całego miksu. Aby mieć możliwość obejrzenia wszystkich tych multimedialnych dóbr trzeba, oczywiście, wypełnić stosowną ankietę. O pojawianiu się kolejnych epizodów będziemy powiadamiani drogą mailową. Ciekawa inicjatywa, warta uwagi. Z wielu względów można wybaczyć nawet jej promocyjny charakter.Czytaj dalej
Tomasz Wróblewski
Monitor Behringera kasuje zestawy hi-end…
Ta informacja jest na tyle intrygująca, że postanowiłem przytoczyć ją w pełnym tłumaczeniu:
Doktor Earl R. Geddes, autorytet w projektowaniu głośników, przeprowadza w sposób naukowy niezależne, ślepe testy odsłuchowe oraz serie testów pomiarowych z uwzględnieniem charakterystyk kierunkowych, zrealizowanych w jego laboratorium. Niedawno trafiły do niego monitory Behringer Truth B2031A i w wyniku badań doktor Geddes uznał, że reprezentują one tę samą klasę co znacznie droższe od nich zestawy hi-endowe Linkwitz Orion. Jak napisał: „Byłem całkowicie pod wrażeniem efektywności monitorów Behringer. To bardzo zaawansowany projekt, którego konstrukcja wykazuje się szeregiem bardzo ciekawych rozwiązań”. Szef marketingu firmy Behringer stwierdził: „Jesteśmy zadowoleni, że dr Geddes osobiście zajął się testami monitorów B2031A, i nie jesteśmy zaskoczeni ich wynikami. Głośniki te są wykorzystywane przez najbardziej wymagających ekspertów z zakresu dźwięku na świecie”.
Tyle informacja prasowa. Doktor Geddes jest autorem książki o przetwornikach audio, pisywał dla magazynów zajmujących się tą tematyką i ma swoją firmę, która wytwarza różnego typu monitory oraz zajmuje się szeroko rozumianymi pomiarami. Wygłasza też odczyty i funkcjonuje w branży jako niezależny specjalista. Opinia, pod którą się podpisał, może się wielu osobom wydać na tyle kontrowersyjna, że mogą podejrzewać jakiś ukryty cel tej kampanii. Ale skoro pan doktor dysponuje pomiarami i ma wyniki ślepych testów, to nie bardzo jest z czym polemizować. Tym bardziej, że póki co nie można się z nimi zapoznać.
Rosyjski Imago (freeware)
Imago to bardzo interesujący syntezator VST stworzony przez rosyjskiego programistę kryjącego się pod nazwą firmy Creatorum Genius. Instrument dostępny jest za darmo dla komputerów Windows w dwóch wersjach – z mniejszym i większym interfejsem graficznym i można go pobrać stąd (pojawia się ostrzeżenie o możliwości zawartości wirusów – tekst można włączyć w języku polskim – ale nie stwierdziłem tu żadnych problemów poza tym, że spakowano całość jako EXE i jeden DLL nie chce się otworzyć). W każdym razie zalecam przeskanowanie pobranego pliku posiadanym przez Was skanerem, tak na wszelki wypadek.
Po uruchomieniu pojawia nam się dość przeciętnej urody interfejs syntezatora subtraktywnego z 3 oscylatorami, efektem delay, flanger, wyświetlaczem widma i 32-krokowym sekwencerem, do którego możemy przypisać jeden z pięciu typów filtrów. Gałką Smooth wygładzamy przejścia między poszczególnymi krokami odstrajania parametru filtru (to coś w rodzaju krokowego LFO), a kontrolką Speed możemy zmienić szybkość tych zmian w synchronizacji do tempa projektu. W oknie Randomization List, klikając na wybrany parametr, aktywujemy jego przypadkowe ustawienie, co przydaje się, jeśli nie mamy pomysłu na brzmienie lub chcemy coś w nim poprawić. Instrument sprawdza się zwłaszcza do tworzenia dynamicznie zmieniających się, pulsujących struktur akordowych lub interesujących basów. Brzmi zaskakująco dobrze i dostarczany jest ze 128 presetami (folder z plikami TXT umieszczamy w tym samym miejscu co plik DLL, aby program mógł je czytać). Zapewniam, że można przy nim spędzić zaskakująco dużo czasu i „ukręcić” kilka naprawdę inspirujących brzmień.
Wiosenne zmiany w Sklepie 0dB.pl
Wraz z nastaniem prawdziwej wiosny, wprowadzeniem do naszego sklepu nowych produktów (Sylenth 1 od podstaw) i ogólnymi porządkami w naszym magazynie mam dla naszych Klientów same dobre informacje. Płyta DVD Sound Forge od podstaw, która lada dzień powinna pojawić się w Empikach nie jest już wprawdzie samodzielnie dostępna w ofercie sklepu 0dB.pl, ale w zamian za to materiał ten można kupić u nas w wersji download za 42 zł. Zmianie uległa też cena pakietu zawierającego płytę DVD Produkcja muzyczna od podstaw i płytę DVD Sound Forge od podstaw, która aktualnie wynosi 102 zł (jest to sumaryczny koszt z wysyłką gratis!). Zachęcam do zapoznania się z aktualna ofertą naszego sklepu i, oczywiście, do udanych zakupów.
Sylenth 1 – kurs na DVD i do pobrania
W naszym sklepie pojawił się nowy produkt, a w zasadzie dwa, których głównym bohaterem jest Sylenth 1. Tak, wiem, Sylenth 1 ma już swoje lata i w Internecie można znaleźć mnóstwo różnego typu klipów z prezentacją jak uzyskać brzmienia trance, dance, electro, disco, dubstep i wszelkie inne. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to jeden z najlepszych na świecie instrumentów wirtualnych, z którego korzystają największe gwiazdy współczesnej muzyki. A teraz będzie trochę autoreklamy: Po obejrzeniu naszego najnowszego kursu będziesz wiedział o Sylenth 1 wszystko, a nawet jeszcze więcej. To jedyny tego typu materiał szkoleniowy, odkrywający przed Tobą tajemnice tego syntezatora, poznając które uzyskasz brzmienia na najwyższym profesjonalnym poziomie. Od miękkich barw solowych, poprzez bulgoczące basy, transowe pady i zabójcze brzmienia lead – wszystko to, krok po kroku, omawiamy w naszej najnowszej produkcji: Sylenth 1 od podstaw. To ponad 3-godzinne dzieło, w którym nie znajdziesz żadnych wypełniaczy czasu ani niepotrzebnych dywagacji, a jedynie samą esencjonalną wiedzę na temat jednego z najlepszych syntezatorów w historii muzyki. Przygotowany z najwyższą starannością, zrealizowany na wysokim poziomie technicznym i merytorycznym kurs Sylenth 1 od podstaw nie ma sobie równych wśród innych tego typu pozycji dostępnych na rynku. Każdy element syntezatora omawiany jest w kontekście jego praktycznego zastosowania i zilustrowany efektownymi przykładami: rzeczowo, profesjonalnie, bez kolokwializmów i uproszczeń. Do kursu dołączone są presety ze wszystkimi barwami, których tworzenie – od podstaw – omówiono w poszczególnych 14 lekcjach.
Wśród użytkowników Sylenth 1 znajdują się takie sławy jak Skrillex, David Guetta, BT, Tocadisco, Above & Beyond, Swedish House Maffia, Manuel Schleis i wielu innych. Po bliższym zapoznaniu się z tym instrumentem będziesz już wiedzieć dlaczego. Kurs dostępny jest w wersji do pobrania w cenie 30 zł lub w postaci płyty DVD w cenie 35 zł (plus koszt wysyłki). Całość trwa 3 godziny i 10 minut.
Presety trance i techno (także freeware)
Łukasz Jankowski z Poznania uruchomił internetowy sklep z soundbankami do różnych syntezatorów, w tym Dune, Alpha-Ray, Z3ta+, Firebird, Toxic Biohazard, syntezatorów dla FL Studio oraz Synthmaster. Wszystkie dostępne tam banki są jego autorstwa, do nabycia w cenach od kilku do kilkunastu euro. Każdy z banków został dokładnie opisany, a wiele barw można odsłuchać korzystając z dostępnego na stronie playera. Jak pisze Łukasz: „Soundbanki są idealne do trance techno house, muzyki do gier, filmów, 8 bit, industrial, ambient chillout i innych elektronicznych stylów. Na ten moment posiadam 17 produktów podzielonych na dwie kategorie: monsterpacki (minimum 256 presetów) i rekreacje znanych transowych leadów z wydanych już utworów. Każdy produkt posiada minimum 6 dem, gdzie konstrukcja midi oraz presety i plik FL studio zamieszczone są w każdym produkcie”. Wchodząc na stronę trancetechnosoundbanks.com i klikając zakładkę Freeware można uzyskać dostęp do sześciu bezpłatnych pakietów presetów dla instrumentów Zebralette, Oxium, Genesis, Q9 i Synth1.
FL Studio 11 jak Ableton Live
Niektórzy podśmiewają się z użytkowników FL Studio (dawniej Fruity Loops, ale prawnicy firmy Kellogs, tej od płatków śniadaniowych, uznali, że nazwa narusza ich prawa do produktu Froot Loops Cereal Straw i od jakiegoś czasu Image-Line stosuje mniej interesującą nazwę FL Studio). Niekiedy sami użytkownicy trochę ze wstydem przyznają, że korzystają z tego programu. Ale prawda jest taka, że jest to znakomite narzędzie do kreowania muzyki, wyposażone w doskonałe wtyczki, pozwalające uzyskać nowoczesne i intrygująco brzmiące dźwięki. A jeśli ktoś ma jakieś zastrzeżenia co do tego programu, to wystarczy tylko wspomnieć, że dziennie notuje się ok. 30.000 pobrań (10 milionów rocznie!) wersji demo. Dodajmy, że w pełni funkcjonalnej – jedynymi ograniczeniami jest brak możliwości otworzenia zapisanej sesji (ale można ją wyrenderować np. jak WAV); w niektórych wtyczkach pojawiają się też okresowe szumy.
Teraz właśnie wchodzi na rynek FL Studio w wersji 11. Po szczegóły odnośnie nowych funkcji odsyłam na stronę FL Studio, a tu ograniczę się jedynie do refleksji, że FL Studio wyraźnie zmierza w tę samą stronę co Ableton Live, pozwalając na „odpalanie” klipów różnymi metodami – oprócz myszy i klawiatury można to robić kontrolerami MIDI takimi jak APC20/40, Launchpad, Lemur, Block, Maschine/Mikro, padKONTROL, Traktor Kontrol i szereg innych. Obsługiwane są też gesty i ekran dotykowy Windows 8, a daleko posunięte zmiany pokazały się w funkcji playlisty (kolejny ukłon w stronę pracy na żywo). Mamy edytor Warp, który pracuje z monofonicznym i polifonicznym materiałem plasterkując go i poddając rekwantyzacji dla wprowadzenia nowej jakości do rytmów. FL Studio kusi też potencjalnych nabywców atrakcyjną ceną (w wersji Producer 151 euro, choć pełna wersja ze wszystkimi wtyczkami – także jako VST/AU – kosztuje już 695 euro) oraz dożywotnią, bezpłatną aktualizacją do każdej kolejnej nowej wersji. FL Studio to naprawdę poważny software i choć może kiedyś nie wyglądał tak „dostojnie” jak inne programy DAW, to w niczym nie ujmuje mu to potencjału, jako kreatywnego narzędzia dla muzyków. Zresztą obejrzyjcie poniższe prezentacje. Wiele rzeczy robi tu spore wrażenie.
Theremin bohaterem komiksu
Dziwne rzeczy dzieją się na świecie, skoro Leon Theremin, a w zasadzie Lew Sergiejewicz Termen, rosyjski wynalazca, twórca instrumentu zwanego – od jego nazwiska, którego używał w USA – thereminem, stał się bohaterem komiksu. Jest w nim nie tylko podróżnikiem w czasie, ale też szpiegiem i twórcą różnego typu gadżetów godnych co najmniej Jamesa Bonda. Rzeczywistość jednak nie odbiegała aż tak bardzo od komiksowej fikcji, ponieważ Termen był najprawdopodobniej sowieckim szpiegiem, a w dodatku twórcą wielu urządzeń do szpiegowania, między innymi czegoś w rodzaju współczesnych laserowych mikrofonów (wtedy wykorzystując skupioną wiązkę podczerwieni), które z dużej odległości wychwytują drgania powierzchni wywoływane np. przez ludzką mowę (Sowieci w ten sposób wiedzieli co się dzieje w moskiewskich ambasadach takich państw jak Francja, USA czy wielka Brytania). W klasycznej muzyce rockowej theremin znalazł zastosowanie między innymi w utworach takich wykonawców jak The Beach Boys (Good Vibrations – choć tam użyty został jego klon o nazwie Tannerin), Led Zeppelin (Whole Lotta Love i No Quarter), The Rolling Stones (na płytach Between the Buttons i Their Satanic Majesties Request). Osoby zainteresowane samym komiksem odsyłam na stronę wydawcy, czyli firmy Monkeybrain.
Informacje o tej ciekawostce znalazłem na stronie CDM.
Wirtualna emulacja TB-303 (freeware)
Użytkownik znany na forum KVR jako Antto (Anton Liubienow Sawow z Bułgarii) udostępnił na tymże forum swoje dzieło, jakim jest wtyczka VSTi o nazwie Venom VB-303 – wręcz z fotograficzną dokładnością oddana kopia słynnego syntezatora basowego firmy Roland. Jest tam wprawdzie jeszcze kilka rzeczy, które trzeba uzupełnić i poprawić, ale już można cieszyć uszy „kwaśnym” brzmieniem, jeśli ktoś taki akurat typ dźwięku lubi. Wtyczka powstała w oparciu o SynthEdit, ale napisano ją bardzo przyzwoicie i wyposażono w całą gamę przydatnych funkcji, możliwości konfiguracji i dostosowania do własnych preferencji. Dla osób zakręconych na punkcie tego typu syntezatorów to prawdziwa gratka. Zaznaczyć trzeba, że nie jest to debiut tej wtyczki, ponieważ wcześniej była dostępna w wersjach poniżej 1.0, ale tym razem mamy sporo zmian i udoskonaleń (w tym nowy interfejs graficzny), które szczegółowo wypunktowano w liczącej sobie 32 strony instrukcji obsługi dołączonej do pakietu. Jeśli ktoś wytrzyma ok. 4 minuty kręcenia kilkoma gałkami na tym samym brzmieniu to zachęcam do obejrzenia poniższego filmu, gdzie starałem się pokazać możliwości filtru i obwiedni. Trzeba też dodać, że wiele dodatkowych funkcji, w tym efekt zniekształcenia Heartless Fuzz, trymery do regulacji co ciekawszych parametrów (m.in. czasu Slide i częstotliwości wzbudzenia filtru) znajdziemy na tylnym panelu po kliknięciu umieszczonego w prawym górnym rogu przycisku Rear.
Fenomenalny kompresor za bezcen (dosłownie)
O kompresorze Tokyo Dawn Lab Feedback Compressor już nieraz pisałem na 0dB.pl. Jest mi niezmiernie miło poinformować wszystkich miłośników tego procesora (oraz te osoby, które jeszcze o nim nie słyszały), że właśnie ukazała się ostateczna wersja II tej wtyczki i jeśli ktoś jej nie pobierze i nie zainstaluje, to spokojnie może to sobie zaliczyć jako grzech, który trzeba potem wyznać podczas spowiedzi. Plug-in dostępny jest zarówno dla PC (VST 32/64) jak i Mac VST/AU 32/64) i może pracować w wersji mono (na śladach) i stereo (na grupach i sumie). Jakość tego narzędzia spokojnie można określić jako masteringową, a funkcjonalność mianem wszystkomogącego. Jego wewnętrzna architektura jest 64-bitowa (zmiennoprzecinkowa, więc praktycznie bez żadnych ograniczeń jeśli chodzi o dynamikę), a wprowadzane opóźnienie wynosi równo 184 sample dla 44,1 i 48 kHz lub 8 sampli dla wyższych częstotliwości próbkowania. To, co mnie szczególnie urzekło w tym procesorze, to… wszystko. Zarówno struktura (feed-backward) jak i dostępność kontrolek i ich możliwości regulacji zasługują na same pochwały. Rzeczy, których nie znajdziecie w innych kompresorach to np. unikalna funkcja poddawania zabiegowi nadpróbkowania tylko tej części sygnału, która podlega kompresji – ta bez kompresji przechodzi nietknięta. Zresztą możemy posłuchać co kompresor nam skompresował wciskając przycisk Delta. Możliwość niezależnego ustawiania czasów powrotu dla szczytów sygnału i sygnału uśrednionego daje nieosiągalne dla innych kompresorów możliwości kształtowania brzmienia – daleko większe niż wszelkie kolana (choć takowe tu też jest) czy inne patenty typu overeasy. Ponadto już w kompresorze możemy mieszać sygnał przetworzony z nieprzetworzonym bez martwienia się o latencję. Niskie tony zbyt mocno wpływają na kompresję? Żadem problem – aktywujemy Side-Chain HP Filter, ustawiamy nachylenie, częstotliwość odcięcia, a nawet to, jak bardzo ów Side-Chain będzie wpływał na stereofonię. Cóż tu więcej pisać: ściągać, instalować i próbować. Z tym kompresorem możemy zapomnieć o wielu innych – nawet tych, za które trzeba płacić w sumach trzycyfrowych (w dolarach lub euro).

Koszyk (


