Proximity (wtyczkę w wersji dla PC i Mac pobieramy stąd) to efekt współpracy Tokyo Dawn Labs i vladge/sound. Wtyczka jest przydatnym i bardzo prostym w obsłudze narzędziem, które – bazując na modelowaniu psychoakustycznym – pozwala na kontrolę przestrzeni dźwiękowej w miksie.
Proximity – zaaplikowana do pojedynczego śladu – umożliwia stworzenie symulacji przestrzeni akustycznej oraz precyzyjne określenie odległości wirtualnego mikrofonu od źródła dźwięku. Praca z wtyczką na dobrą sprawę sprowadza się do ustawienia odpowiednich wartości pokrętła Original distance i głównego suwaka. Jest bardzo prosta, intuicyjna i daje naprawdę zadowalające rezultaty.
Dodatkowo Proximity oferuje możliwość pracy w trybie stereo, pozwalając na przetwarzanie tylko jednego kanału, dzięki czemu łatwo stworzyć interesujące, przestrzenne efekty brzmieniowe (działające na podobnej zasadzie, co efekt Haasa).
Proximity to narzędzie, które przede wszystkim może znaleźć zastosowanie w pracach postprodukcyjnych, związanych z udźwiękowianiem gier komputerowych czy filmów. Nie znaczy to wcale jednak, że wtyczka nie może okazać się przydatna w procesie miksowania i produkowania muzyki. Całkiem dobrze sprawdza się na śladach monofonicznych jako narzędzie służące do „cofnięcia” lub „wypchnięcia” brzmienia w przestrzeni miksu. Warto mieć ją w swoim arsenale narzędzi producenckich, oczywiście pamiętając przy tym, że z ilością efektów psychoakustycznych lepiej nie przesadzać.
Stefan Głowacki
Historia pewnej konsolety…
Takie filmy nie pojawiają się zbyt często, a ten – dodatkowo – jest wyjątkowo ciekawy. Świetnie zrealizowany, z udziałem pierwszoligowych realizatorów i producentów oraz osób, które tworzyły historię branży pro-audio. Trochę mi w nim brakuje obecności samego Ruperta Neve, ale trudno mu się dziwić, skoro założona przez niego firma Focusrite jest obecnie jego rynkowym konkurentem… Rzecz, o której mówię, to prawie 40-minutowy film dokumentalny poświęcony konsolecie Focusrite Studio Console, jednej z najlepszych analogowych konsolet studyjnych, jakie kiedykolwiek wykonano. A powstało ich tylko 10 sztuk, z których sześć pracuje po dzień dzisiejszy. Twórcy filmu dotarli do wszystkich jej użytkowników, do ich studiów nagrań, i wysłuchali fascynujących historii związanych z tymi mikserami, pokazując przy okazji prawdziwe studia naszych marzeń.
Po obejrzeniu tego filmu można wziąć udział w konkursie organizowanym przez firmę Focusrite z okazji jej 25-lecia, w którym nagrodą główną jest możliwość dokonania nagrań w londyńskim AIR Studios pod okiem samego Guya Masseya (The Beatles, Manic Street Preachers, Ed Sheeran).
Mówiąca wtyczka VST (freeware)
Odgłosy mówiącego robota zawsze są w modzie i doskonale sprawdzają się w wielu gatunkach muzycznych. Twórca edytora Wavosaur udostępnił bezpłatną wtyczkę o nazwie VST Speek (co do pisowni są rozbieżności, nawet u samego dewelopera, ponieważ w opisie jest VST Speek, a na wtyczce VST Speak…). Po wpisaniu dowolnego tekstu (z uwzględnieniem fonetyki angielskiej) wtyczka go odczytuje, a my mamy możliwość regulacji szeregu parametrów związanych z brzmieniem (patrz prezentacja poniżej). Dźwięk możemy wyzwolić przyciskiem Speak albo podaniem komunikatu MIDI Note (wtyczka reaguje na wysokość dźwięku). Dodatkowo możemy zautomatyzować wszystkie jej parametry, co otwiera przed nami drogę do zaawansowanego kreowania końcowego rezultatu brzmieniowego. Wtyczka będzie rozwijana, a już niebawem możemy się spodziewać wersji dla OS X. Wtyczka pisana jest w czystym kodzie (bez użycia SynthEdit/SynthMaker) i bazuje na syntezatorze wokalowym Software Automatic Mouth (SAM) stworzonym swego czasu przez Softvoice Inc dla komputerów Commodore 64.
Na blogu producenta znajdziemy linki do pobrania wersji 1.2 w formacie 32- i 64-bitowym.
Reaper: różne efekty dla klipów na jednej ścieżce
Zachęcony pytaniem, które pojawiło się na Forum EiS, dotyczącym stosowania różnych efektów w odniesieniu do klipów na jednej ścieżce w programie Reaper, przygotowałem małą lekcję wyjaśniającą ten temat.
Szereg różnych programów DAW oferuje funkcję aplikowania oddzielnych efektów dla pojedynczych klipów znajdujących się na jednej ścieżce (oprócz globalnego efektu dla całej ścieżki). W przypadku Reapera także można skorzystać z tej funkcjonalności, choć trzeba to zrobić trochę „dookoła”. Jednocześnie jednak, Reaper daje interesujące możliwości w zakresie doboru efektów, porównywania różnych wersji z różnymi efektami, co sprzyja kreatywnemu wykorzystaniu tego programu, np. do obróbki pętli czy zaawansowanego przetwarzania kompleksowych nagrań. Poniżej prezentacja tego typu działań. Pokazałem tu wykorzystanie funkcji ujęć (Takes), używając tylko dwóch, ale warto pamiętać, że takich ujęć może być znacznie więcej, każde z innym efektem, co pozwala na dużo bardziej zaawansowane wykorzystanie tej opcji programu.
Spotkanie z Ryanem Hadlockiem
Ten zaszyty w lasach na północ od Seattle drewniany budynek może wyglądać jak domek drwala, ale w istocie jest to bardzo poważne studio Bear Creek. Szef tego studia, Ryan Hadlock, pojawi się w Warszawie, a na spotkanie z nim zaprasza zespół Paula i Karol. Oto informacja, jaką otrzymałem:
„W imieniu zespołu Paula i Karol mam zaszczyt zaprosić na jedyne otwarte spotkanie z amerykańskim producentem muzycznym, Ryanem Hadlockiem z Bear Creek Studios (Washington, USA), które odbędzie się w niedzielę, 2 marca o godz. 15.00 w warszawskiej Cafe Kulturalna (Teatr Dramatyczny, Pl. Defilad 1)
Rozmowę poprowadzą Paula i Karol.
Ryan jest znany z pracy z artystami takimi jak Gossip, czy nominowanymi do nagrody Grammy The Lumineers i Blonde Redhead. W Bear Creek Studios, założonym w 1977 r. przez rodziców Ryana, jako dziecko miał okazję uczyć się od tak uznanych artystów jak Lionel Richie, Eric Clapton, Soundgarden i wielu innych. Dziś Ryan jest szefem odziedziczonego po rodzicach studia.
Ryan Hadlock przyjechał do Warszawy na zaproszenie indie-folkowego zespołu Paula i Karol, z którym pracuje nad najnowszą płytą (premiera lato 2014). Podczas spotkania będzie można swobodnie porozmawiać z producentem, usłyszeć kilka producenckich ciekawostek, czy nawiązać kontakt z profesjonalistą, który zawsze szuka ciekawych projektów. Będzie to również świetna okazja do spotkania w nieformalnym gronie przy kawie ze znajomymi z branży muzycznej.
Wstęp wolny, ilość miejsc ograniczona, decyduje kolejność zgłoszeń. Proszę o potwierdzenie obecności mailem do piątku, 28 lutego, godz. 15 ([email protected])”.
Ze swojej strony dodam tylko, że tego typu spotkania są zawsze inspirujące dla każdego, kto zajmuje się produkcją muzyczną.
Roland AIRA – karty zostały odkryte
Przyznać trzeba, że luty 2014 roku stał się miesiącem zdominowanym przez firmę Roland. Skutecznie i pomysłowo prowadzona przez koncern kampania promocyjna, została zwieńczona pojawieniem się na rynku czterech nowych produktów z serii AIRA.
Roland to firma, która w swojej historii stworzyła wiele udanych syntezatorów analogowych mających ogromny wkład w rozwój muzyki, zwłaszcza elektronicznej. Na temat pionierskich czasów Detroit i małej muzyczno–obyczajowej rewolucji (zwanej nawet czasem Second Summer of Love), którą trochę przypadkowo spowodowały między innymi słynne TR – 909 i TB – 303 powstało już sporo książek i filmów dokumentalnych. Smutne fakty (choć pewnie nie dla wszystkich) są jednak takie, że japoński koncern dosyć mocno odciął się od swojej historii i przez kilka ostatnich dekad nie wypuścił na rynek niczego analogowego. W zeszłym roku coś jednak drgnęło. Może miało to związek z mianowaniem na nowego prezesa firmy Junichi Miki, może Roland pozazdrościł Korgowi sukcesu wskrzeszonego MS-20, a może wreszcie posłuchał „głosu ludu” przez lata wołającego na forach internetowych o nowe wersje klasycznych instrumentów?
Pojawienie się nowej serii wywołało u potencjalnych użytkowników sporo entuzjazmu i tyleż samo konsternacji. Z jednej strony Roland wreszcie powraca do swojej świetnej historii, z drugiej jednak długo oczekiwane analogi okazują się wcale nie być analogami… Dla jednych to duży zawód, dla innych powód do radości, bo wszystkie produkty z logo AIRA pojawią się na rynku w wyjątkowo atrakcyjnych cenach.
Cała seria AIRA bazuje na nowym silniku brzmieniowym Rolanda, nazwanym Analog Circuit Behavior. Mamy więc tu do czynienia z modelowaniem analogowym, czyli odtworzeniem zachowania obwodów analogowych za pomocą techniki cyfrowej. Japońscy inżynierowie skłonili się ku temu rozwiązaniu, kategorycznie twierdząc, że technologia cyfrowa jest po prostu bardziej elastyczna i lepiej odpowiadająca naszym czasom, a nowe instrumenty będą tak wiernie kopiować swoich poprzedników, że o wyższość instrumentów analogowych nad cyfrowymi (i vice versa) spierać się nie ma sensu. Czy mieli rację, osądzić trzeba samemu, a na razie pomóc w tym może na przykład taki test:
Seria AIRA składa się z czterech instrumentów: SYSTEM–1, TR–8, TB-3 i VT–3. Każdy z nich oparto na jakimś rolandowskim klasyku, nie zapominając jednak o tym, że żyjemy już w wieku XXI, dlatego innowacji pojawiło się tu sporo. Na dokładniejsze oceny i specyfikacje przyjdzie jeszcze czas, na początek jednak może warto zrobić nieco pobieżny przegląd serii.Czytaj dalej
Izotope BreakTweaker – wtyczkowy instrument perkusyjny
Nowy instrument firmy iZotope jest efektem współpracy z producentem muzyki trance Brianem Transeau, szerzej znanym jako BT. BreakTweaker to połączenie syntezatora perkusyjnego, sekwencera oraz narzędzia do zaawansowanej edycji pętli rytmicznych. Z pewnością idealnie nada się do tworzenia skomplikowanych, glitchowo-dubstepowych bitów, opartych na wszelakich cięciach, zgrzytach i podciągnięciach.
BreakTweaker to instrument perkusyjny, który chyba łatwo może pretendować do miana „wszystko w jednym”. Tworzenie barw odbywa się za pomocą generatora, który pracuje na bazie syntezatora wavetable lub próbek dźwiękowych. Pętle rytmiczne możemy tworzyć za pomocą pokładowego sekwencera, obsługującego sześć ścieżek, zaś rozbudowane efekty dźwiękowe wytwarza silnik MicroEdit, który poszczególne uderzenia tnie na tysiące małych kawałeczków, umożliwiając dodatkowo edycję wysokości dźwięków. Za wynalazcę tej techniki – będącą także jedną z odmian syntezy granularnej – uznawany jest właśnie BT, który współpracował już z iZotope przy produkcji popularnej wtyczki Stutter Edit.
BreakTweaker to kompleksowe narzędzie to produkcji pętli rytmicznych, z pewnością idealne dla wszystkich, którzy lubią skomplikowane efekty brzmieniowe osiągać w sposób łatwy, prosty i przyjemny. Bo – nie oszukujmy się – technika stutter edit raczej do najprostszych nie należy…
Stefan Głowacki
Działającą bez ograniczeń przez 10 dni wersję demo można ściągnąć stąd. Po 10 dniach przełączy się w tryb demo, co pewien czas przerywając pracę ciszą. W ciągu 10 dni intensywnej pracy można stworzyć własną kolekcję różnego typu breaków, więc propozycja iZotope choćby z tego względu może zasługiwać na uwagę.
Korg stworzy kopię ARP Odyssey
Firma Korg poinformowała w wydanym dziś komunikacie, że zamierza stworzyć dokładną kopię słynnego syntezatora ARP Odyssey, która ukaże się na rynku we wrześniu. Oryginalny ARP Odyssey miał swój debiut w 1972 roku i szybko stał się bardzo popularnym instrumentem elektronicznym z uwagi na swoje brzmienie i zaawansowane możliwości jego kontroli podczas gry (dziś to się określa ładnym sformułowaniem „w czasie rzeczywistym”). Instrument ten cieszył się tak dużym zainteresowaniem, że z niewielkimi zmianami produkowano go do 1981 roku.
Korg zaprosił do współpracy nad stworzeniem współczesnej repliki Odysseya jego oryginalnego konstruktora, Davida Frienda, który razem z Alanem Robertem Pearlmanem założył firmę ARP Instruments, Inc. Zdjęcie obok przedstawia prototyp przygotowywanego do produkcji instrumentu.
Wszystko więc wskazuje na to, że Korg zamierza dalej podążać drogą, na początku której pojawił się niepozorny Monotron, potem Volca, MS-20 mini i MS-20 w wersji do samodzielnego montażu. Firma Korg już teraz gratuluje sobie dobrego pomysłu i liczy na to, że współczesny Odyssey stanie się produktem pierwszej potrzeby w przypadku wszystkich muzyków nowej generacji.
Poniżej prezentacja oryginału, której autorem jest niezawodny WC Olo Garb.
SynthMaster Player Free (PC i Mac)
SynthMaster Player Free to bezpłatny odtwarzacz presetów syntezatora KV331 Audio SynthMaster, który uważany jest za jeden z ciekawszych instrumentów wirtualnych na rynku. Player dostępny jest dla komputerów PC (32/64 bity) i Mac (32/64). Na jego pokładzie znajdziemy 150 gotowców pochodzących z pełnej wersji tego instrumentu. I choć nie ma możliwości głębszej zmiany ustawień dostępnych barw, to jednak odtwarzacz pozwala na stosowanie podstawowej edycji w odniesieniu do niektórych parametrów barwy, np. filtru, obwiedni i efektów (w ich wypadku na zasadzie włącz/wyłącz), umożliwiając też korzystanie z dwóch warstw. Mamy również dwie grupy wysyłkowe, przy czym efekty możemy aktywować tylko na pierwszej z nich.
Instrument w tej wersji należy do gatunku takich, które zawsze gdzieś w którymś miejscu mogą się przydać, oferując dość podstawowe, ale grywalne barwy. W ich wyszukiwaniu pomaga przeglądarka zawężająca zakres wyboru oraz wyszukiwarka. I choć zaawansowane wyszukiwanie w odniesieniu do 150 presetów wygląda na lekką przesadę, to niekiedy pozwala zaoszczędzić czas. Zresztą sami wypróbujcie – może Wam się spodoba. Przed pobraniem trzeba podać e-mail oraz imię i nazwisko, na podstawie których generowany jest klucz do syntezatora. Przy jego uruchamianiu w DAW pojawia się okienko informujące o promocji cenowej na bardziej zaawansowaną wersję Playera.
SlickHDR (freeware) w praktyce
Sporo czasu spędziłem ostatnio z najnowszym procesorem Variety Of Sound, czyli słynnym już SlickHDR. Wtyczka ta, w 32-bitowej wersji dla komputerów Windows, dostępna jest na stronie VoS. Herbert Goldberg zrobił kawał dobrej, programistycznej roboty, a Patrick Barca okrasił ją ciekawym interfejsem użytkownika (na początku wtyczka była trochę za duża, ale teraz, w wersji 1.0.1 już można przyjąć, że jest nieźle). Punktem wyjścia do stworzenia tego procesora była analiza obróbki dynamiki w cyfrowych zdjęciach, gdzie mamy do czynienia zarówno z ogólnym wrażeniem zależności między elementami najjaśniejszymi i najciemniejszymi, jak i miejscowym zakresem dynamiki w różnych fragmentach obrazu. Właściwy zakres tonalny uzyskuje się dopiero wtedy, gdy regulacji dynamiki wobec całego obrazu towarzyszy regulacja w obszarze szczegółów, której nie można przeprowadzić z użyciem jednego, globalnie działającego narzędzia. Wszyscy parający się cyfrową obróbką obrazów doskonale bowiem wiedzą, że zwykła regulacja kontrastu i jasności, czy nawet użycie do tego celu narzędzia poziomów wraz z histogramem (mówię tu o obróbce w Photoshopie) nie da takich efektów, jak użycie narzędzia krzywych, z możliwością wstawienia własnych punktów w newralgicznych miejscach i precyzyjnym ich ustawieniem. Od razu trzeba powiedzieć, że nie jest to zabawa dla początkujących, którzy często ograniczają się do użycia działających jak siekiera narzędzi typu Auto-Kontrast czy Auto-Poziomy.
I tu przechodzimy do SlickHDR, w którym mamy trzy procesory dynamiki, z których pierwszy (P1) jest swego rodzaju procesorem globalnym, działającym zgrubnie, a pozostałe dwa (P2 i P3) operują w zakresie dynamiki wyznaczonym przez ten procesor, jednocześnie wpływając też na jego działanie w sposób, który tak do końca trudno jest przewidzieć. Do tego dochodzą kontrolki odpowiedzialne za tonalność brzmienia oraz za włączenie do całego procesu filtrów niskich i wysokich częstotliwości. Trzeba jednak zaznaczyć, że działają one bardzo subtelnie, i podkręcenie gałki Low Freq lub Hi Freq wcale nie oznacza, że na wyjściu będzie więcej basu lub wysokich tonów; wręcz przeciwnie – ich dynamika może spaść.
Jak pracować z tą wtyczką? Proponuję wszystkie gałki w sekcji dynamiki ustawić na minimum, a w sekcji barwy na połowę. Podkręcamy Drive w P1, aż wskaźnik zacznie lekko wchodzić na żółte pole. Potem zwiększamy poziom Drive dla P2 i zostawiamy tak, aby działał mniej więcej tak samo jak P1. To samo robimy dla P3. Zmiany w P2 i P3 sprawią, że wskaźnik P1 zmieni swoje wskazania, więc korygujemy jego parametr Drive. To zmieni wskazania w P2 i P3, więc tak długo pracujemy z gałkami, aż wszystkie wskaźniki będą pracować w miarę podobnie, lekko wchodząc na żółte pole. Porównujemy brzmienie z procesorem i bez, i w razie potrzeby korygujemy ustawienia Trim (który moim skromnym zdaniem ma zbyt mały zakres regulacji w dół). Bardzo uważnie słuchamy materiału, i gdy pojawią się jakieś zniekształcenia, zwiększamy czasy Release w P2 i P3, cały czas kontrolując to, co pokazują wskaźniki. Teraz można spróbować ukształtować charakter brzmienia używając kontrolek w sekcji czerwonej.
Moje wnioski? Za SlickHDR warto włączyć płytko działający limiter, który podkreśli brzmienie procesora. Przy mocno nasyconych, dobrze zrównoważonych miksach efekty działania SlickHDR są mało spektakularne – potrafi rozmyć bas i wyostrzyć niepotrzebnie brzmienie. Na bębnach działa dość dobrze, podobnie jak na ścieżkach basu, gitar i syntezatorów. Najlepsze efekty uzyskałem jednak na wokalu, który po przetworzeniu przez SlickHDR zyskał głębię, klarowność, stał się wyrównany, czytelny i świetnie słyszalny w miksie. Prezentacja poniżej. Śpiewa Joanna Mews-Anuszkiewicz. Na zrzucie na początku postu widoczne są zastosowane ustawienia.

Koszyk (


