Bootsie (Herbert Goldberg) przygotował dla nas bardzo interesującą nowość – jak zawsze w przypadku tego dewelopera całkowicie darmową, którą możemy pobrać stąd (link znajduje się na dole). Jest to kompresor VST (tylko dla Windows), którego zadaniem jest modelowanie brzmienia klasycznych urządzeń lampowych z optycznym torem kompresji (choć, jak się okazuje, nie tylko). Thrillseeker LA, bo tak się nazywa nowa wtyczka, idzie jednak znacznie dalej, a tym samym dorównuje funkcjonalnością wielu rozwiązaniom komercyjnym. W procesorze zaimplementowano bowiem emulację wzmacniacza o nieliniowej charakterystyce, z możliwością regulacji szeregu parametrów mających wpływ na brzmienie.
Sam kompresor jest dość przeźroczysty, jeśli pominiemy aplikowaną przez niego regulację obwiedni, której charakterystyka w znacznej mierze zależy od materiału wejściowego. Odpowiednią dawkę zniekształceń można dodać we wspomnianym wyżej wzmacniaczu międzystopniowym, którego manipulatory znajdują się w dolnej części interfejsu graficznego, a który włączamy przełącznikiem INTERSTAGE. Już samo jego uruchomienie powoduje dodanie drugiej harmonicznej, a poziom zniekształceń można dodatkowo regulować suwakiem THD. Suwakiem SPECTRUM ustawiamy zakres, w którym pojawiają się częstotliwości harmoniczne, a przełącznikiem TRANSFORMER włączamy emulację transformatora międzystopniowego, który również sporo dodaje od siebie, zwłaszcza w zakresie niskich tonów (działa on prawidłowo tylko w trybach Full, LF i 500 Hz).
Mamy tu też układ kluczowania (Side-Chain – sterowanie kompresją), które odbywa się z wykorzystaniem wewnętrznego, przestrajanego filtru lub za pośrednictwem torów zewnętrznych (do tego celu kompresor udostępnia wejścia 3 i 4).
Jeszcze nie do końca wyrobiłem sobie opinię na temat tej wtyczki, ale już z pierwszych odsłuchów wynika, że to będzie prawdziwy hit wśród tego typu narzędzi. Pobierajcie i próbujcie!
Tomasz Wróblewski
Maxsynths Latte Free
Ten instrument od początku mi coś przypominał… No tak, z wyglądu i pod względem funkcjonalnym jest dość blisko słynnego Oberheima SEM, choć ma od niego znacznie więcej funkcji związanych z modulacją. A brzmieniowo? Tu jest znakomicie. Zresztą Latte Free (VST, tylko dla Windows) to bezpłatna wersja instrumentu Latte (cena 19,9 euro), która w porównaniu do niego ma jedyne ograniczenie w postaci czterech głosów polifonii. Już krótki przegląd presetów powie nam, że mamy do czynienia z instrumentem nietuzinkowym. Nie dość, że same presety są bardzo ciekawe, to ich brzmienie jest wyjątkowo inspirujące i wręcz zachęca do dalszych poszukiwań. To bez wątpienia jeden z najciekawszych instrumentów, jaki pokazał się w ostatnich tygodniach w Internecie. Gorąco polecam!
WesAudio LC-EQP (recenzja)
Pultec EQP-1A jest jednym z najczęściej kopiowanych korektorów – zarówno jako wtyczka, jak i jako urządzenie. Jest stosunkowo prosty pod względem elektronicznym, a przy tym pozwala uzyskać ciekawe brzmienie wynikające z jego konstrukcji oraz sposobu przetwarzania dźwięku.
Korektor WesAudio LC-EQP nie jest kopią EQP-1A, ale zapożyczył od słynnego klasyka kilka elementów. Pierwszy to zasada pracy – mamy tu do czynienia z korektorem pasywnym włączonym szeregowo w tor sygnałowy i separowanym transformatorowo od wejścia. Zaraz za nim znajduje się lampowy układ wzmocnienia zrealizowany na dwóch podwójnych triodach z wyjściem transformatorowym. Tak jak w oryginale, zasadnicza korekcja dokonywana jest w układzie pasywnym, a korektor i wzmacniacz nie mają żadnego sprzężenia zwrotnego.
I na tym podobieństwa się kończą, ponieważ samo rozwiązanie korektora jest nieco inne. Mamy tu nie jeden, ale dwa oddzielnie przestrajane filtry dla niskich tonów i dwa filtry dla wysokich, przy czym jeden z każdej pary filtrów działa na zasadzie wzmocnienia, a drugi na zasadzie tłumienia.
Charakterystyczną cechą korektorów typu EQP-1A jest możliwość aplikowania wzmocnienia i tłumienia dla tych samych częstotliwości. W ten sposób powstaje zafalowanie charakterystyki, które przypomina nieco działanie filtrów z rezonansem. Ponieważ jednak nie ma tu żadnego sprzężenia zwrotnego, zafalowanie to brzmi zupełnie inaczej niż w przypadku filtrów rezonansowych, a końcowy efekt soniczny ma inny charakter.
Dzięki temu filtry tego typu doskonale nadają się do swoistego „oczyszczania” brzmienia w zakresie niskich i wysokich tonów. Przetwarzane basy stają się bardziej wyraziste, można zredukować efekt dudnienia, a jednocześnie podkreślić efektownie brzmiące najniższe tony. Równie ciekawy efekt uzyskuje się w przypadku tonów wysokich, dla których dobrze wykonany i odpowiednio ustawiony korektor tego typu może zadziałać niemal jak exciter, uwypuklając bardzo smakowite brzmieniowo częstotliwości składowe.Czytaj dalej
TubeOhm Alpha-Ray (freeware)
Andre Laska z firmy firmy TubeOhm udostępnił ciekawy syntezator Alpha-Ray w wersji bezpłatnej – możemy go pobrać z tej strony (tylko dla Windows). Jedyne ograniczenie, którego usunięcie będzie nas kosztować niecałe 5 euro, polega na tym, że sekcja efektów dostępna jest tylko w trakcie edycji ich ustawień, a oprócz tego nie zapisują się one wraz z sesją lub programem. Poza tym to w pełni funkcjonalny, znakomicie brzmiący tzw. wirtualny analog – i nie przeszkadza tu nawet fakt, że wykonano go za pomocą programu SynthEdit. Instrument ma klasyczną strukturę subtraktywną. Mamy tu dwa oscylatory i suboscylator. W każdym oscylatorze możemy włączyć przesterowanie ze sprzężeniem z filtrem rezonansowym. Sam filtr może pracować w dwóch trybach (jeden z nich to klasyczny filtr drabinkowy). Całość uzupełniają dwa LFO i trzy modulatory obwiedni. Parametry filtrów i obwiedni są ładnie prezentowane graficznie. Sam instrument też wygląda niesłychanie atrakcyjnie.
Charlatan z nowym silnikiem (freeware)
Znakomity syntezator wirtualny Charlatan doczekał się nowej wersji, z niemal całkowicie zmienionym kodem silnika syntezy. Jak sygnalizuje autor tego programu, zmianie uległo aż 80% kodu, czego efektem jest redukcja zapotrzebowania na moc obliczeniową o ponad 60%. Poza tym w wersji 1.1.4 wprowadzono szereg innych zmian, do których należy udoskonalenie filtru drabinkowego 24 dB/okt., przycisk odstrojenia dwóch oktaw w górę lub w dół dla jednego z oscylatorów, przesunięcie fazowe 90 stopni dla fali prostokątnej między oscylatorem 1 a 2 (emulacja zachowania suboscylatorów w syntezatorach Rolanda) i szereg innych.
Instrument jest prosty w obsłudze, ma czytelny interfejs użytkownika i w zakresie prostych brzmień pozwala uzyskać bardzo ciekawe efekty soniczne. Presety nie są zaszyte w syntezatorze i trzeba zaimportować dołączone pliki FXB. Instrument jest całkowicie bezpłatny i dostępny w formacie VST (32 i 64 bity) dla komputerów Windows. Można go pobrać stąd. Autorem poniższej prezentacji, w której wykorzystano brzmienia Charlatana, jest Solidtrax.
Full Bucket Deputy Mark II (freeware)
Full Bucket, czyli Björn Arlt, ma już na swoim koncie kilka ciekawych instrumentów wirtualnych, w tym Mono/Fury i The Blooo. Teraz udostępnił kolejny, o nazwie Deputy Mark II. Jest to syntezator w formacie VST dla Windows, napisany w całości w oparciu o C++. Instrument ma za zadanie wytwarzanie brzmień klasycznych string-maszyn oraz wczesnych syntezatorów. Znajdziemy w nim dwie sekcje: polifoniczną, do uzyskiwania syntetycznych smyczków, oraz sekcję syntezatora jednogłosowego. Oscylatory oferują przebiegi piłokształtne i prostokątne ze zmiennym wypełnieniem, a cały instrument ma 61-głosową polifonię z możliwością podziału klawiatury na strefę Poly i Mono. Instrument jest w pełni kompatybilny z urządzeniem SM Pro Audio V-Machine. Na poniższej prezentacji, dostępnej na stronie twórcy wtyczki, zastosowano wyłącznie instrument Deputy Mark II, kompresję oraz efekty delay i reverb. Bardzo przyjemny w obsłudze, estetycznie wykonany i ładnie brzmiący instrument, który pobieramy stąd.
HG Fortune Tiger (freeware)
HG Fortune wyrobił już sobie opinię twórcy znakomicie brzmiących instrumentów wirtualnych, doskonale zdających egzamin jako źródło plam dźwiękowych i podkładów. Co pewien czas wypuszcza nowy syntezator oraz udostępnia jego bezpłatną wersję, mającą pewne ograniczenia funkcjonalne. Najnowszym jego produktem jest Tiger, który właśnie został udostępniony w wersji Tiger Free. W porównaniu do Tiger Pro jej ograniczenia polegają na dostępności tylko 3 głosów i 256 presetów. Nie ma też trybu Lazy, a barwy SF2 można ładować tylko do jednej sekcji oscylatora. Mam nadzieję, że instrument Wam się spodoba – możecie go pobrać stąd. Poniższe wideodemo pochodzi ze strony producenta, i choć pokazuje w pewnym stopniu potencjał instrumentu, to jednak polecam wypróbowanie go we własnym zakresie – eksperymentalny charakter materiału demonstracyjnego nie do końca pokazuje potencjał tego świetnego syntezatora. Tiger dostępny jest jako 32-bitowy VST, tylko dla Windows.
RME Fireface UCX (recenzja)
Podłączany do komputera za pośrednictwem USB lub FireWire interfejs Fireface UFX cieszy się dużą popularnością wśród nabywców. Firma RME postanowiła wykorzystać ten fakt i zaoferować urządzenie o podobnej funkcjonalności, ale mniejsze i w niższej cenie. Tak powstał Fireface UCX, który swą oficjalną premierę miał na styczniowych targach NAMM Show w Anaheim.
Dzięki firmie Audiostacja, dystrybutorowi marki RME w Polsce, otrzymałem to urządzenie blisko miesiąc przed targową premierą, dlatego mogę opublikować jego test tuż po oficjalnej prezentacji. Pełną wersję testu znajdziecie na łamach lutowego numeru magazynu Estrada i Studio, który lada dzień powinien ukazać się w sprzedaży. Dodam tylko, że w druku podano cenę szacowaną jeszcze przed oficjalną premierą urządzenia. Teraz natomiast znamy już końcową cenę oficjalną (która zapewne jest efektem ilości zamówień złożonych na targach) – jest ona zdecydowanie niższa, niż podana w magazynie, i wynosi 4.999 zł brutto.
Totalna wszechstronność
Oferujący 30 wejść i 30 wyjść model UFX wciąż pozostaje okrętem flagowym firmy RME jeśli chodzi o interfejsy USB/FireWire. UCX natomiast został stworzony dla osób, które nie potrzebują aż tylu portów audio, ale chcą mieć najwyższej klasy profesjonalne urządzenie do wielokanałowej obsługi dźwięku w nieco mniejszej obudowie.Czytaj dalej
NAMM 2012 (podsumowanie)
Ostatni goście opuścili już otaczające Convention Center hotele w Anaheim, Harbour Boulevard po godzinie 18-tej jest już normalnie przejezdny, a w Seven-Eleven na rogu można coś kupić bez konieczności stania w półgodzinnej kolejce. Przyjezdni spoza Ameryki wyjechali na kilkudniowe wypoczynki do Las Vegas, Lone Pine w Dolinie Śmierci czy stanową jedynką na północ w kierunku San Francisco. Niektórzy wyskoczyli też na dzień lub dwa do Tijuany w Meksyku. To znak, że skończyły się kolejne targi NAMM, największe święto w naszej branży, rozświetlane kalifornijskim słońcem i mające jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny klimat. Pora na krótkie podsumowanie.
Jak już pisałem wcześniej, dominującą rolę w tych targach odegrał iPad – jak tak dalej pójdzie nikt się bez niego nie obejdzie, ponieważ urządzenie to w bardzo wygodny sposób rozwiązuje kwestię sterowania, wyświetlania i cyfrowego przetwarzania, bez konieczności stosowania własnych, dedykowanych rozwiązań. Wystarczy zrobić sprzętowy kontroler oraz system do obsługi wejść i wyjść o dowolnej funkcjonalności, a całą resztę zapewni wmontowany w gniazdo iPad, na którym można uruchomić każde oprogramowanie pracujące w ramach tego systemu. Proste i genialne. W tym kontekście daleki byłbym od uogólnień, że to zabawka, że nie nadaje się do pracy profesjonalnej itp. Wystarczy zobaczyć co oferuje RME pod postacią interfejsu UCX (test znajdziecie w lutowym numerze magazynu Estrada i Studio), który jako pierwszy zawodowy interfejs audio/MIDI może współpracować z systemem iOS. Tu już nie ma żartów – w ten sposób tworzymy pełnokrwisty, profesjonalny system do pracy z dźwiękiem, a iPad to taki sam komputer jak każdy inny, tyle tylko że mniejszy i bez nie zawsze potrzebnej nam klawiatury.Czytaj dalej
iNAMM 2012 (pierwsze wrażenia)
Pierwszy dzień targów NAMM mamy za sobą. Wieczorne imprezy (chyba najważniejszy element tych targów…) dobiegają końca, ostatni goście rozchodzą się do pobliskich hoteli, by rano znów dzielnie stanąć do walki o lepszą przyszłość dla przemysłu muzycznego i pro-audio, zaczynając dzień porannym kalifornijskim szampanem z sokiem pomarańczowym ze świeżo wyciskanych owoców oraz śniadaniem w iHopie. Wnioski są takie, że iPad znacząco ożywił branżę muzyczną i niedługo już nikt nie będzie się mógł bez niego obejść. Poza tym producenci schodzą z coraz to bardziej wymyślną technologią pod strzechy i docierają do osób zajmujących się muzyką czysto hobbystycznie. Kryzys w branży spowodował też, że wyzwoliła się kreatywność, pojawiły się ciekawe alianse, a niektóre firmy udały się w rejony, w jakich do tej pory nie były. O czym mówię? Chodzi mi głównie o Arturię, która z producenta wirtualnych odpowiedników syntezatorów analogowych stała się producentem syntezatorów analogowych (Minibrute). Ale wróćmy do iPada. W tym zakresie mamy niebywały urodzaj. Dla iPada znajdziemy moduł perkusyjny Alesis DM Dock oraz procesor dla gitarzystów AmpDock, kontroler Numarka iDJ Pro (w kuluarach ktoś z Rodaków ładnie odczytał tę nazwę jako idiot pro – ale bez urazy…) oraz IK Multimedia iRig Mix (a także ciekawy uchwyt do statywu, pozwalający na zamocowanie iPada – iKlip i przedwzmacniacz pozwalający na podłączenie mikrofonów do iUrządzeń – iRig Pre), kilka dedykowanych mikrofonów (Editors Keys, MXL), kontroler Akai dedykowany do współpracy z iPadem MPC Fly, trzy kompaktowe miksery Behringera przystosowane do wpięcia w nie iPadu (Xenyx iX), mamy też całkowicie nowy program DAW dla iPada o nazwie Auria – 48 śladów, obsługa wtyczek VST (z zastosowaniem technologii firmy PSPaudioware). Wymieniać można by jeszcze długo. Chyba nigdy w historii przemysłu muzycznego i pro-audio nie mieliśmy tak silnego zwrotu technologicznego w jedną stronę. Nawet technologia cyfrowa wchodziła na rynek znacznie wolniej…

Koszyk (


