Wpisy autora

Tomasz Wróblewski

SlickHDR (freeware) w praktyce

Opublikowano przez

SlickHDRSporo czasu spędziłem ostatnio z najnowszym procesorem Variety Of Sound, czyli słynnym już SlickHDR. Wtyczka ta, w 32-bitowej wersji dla komputerów Windows, dostępna jest na stronie VoS. Herbert Goldberg zrobił kawał dobrej, programistycznej roboty, a Patrick Barca okrasił ją ciekawym interfejsem użytkownika (na początku wtyczka była trochę za duża, ale teraz, w wersji 1.0.1 już można przyjąć, że jest nieźle). Punktem wyjścia do stworzenia tego procesora była analiza obróbki dynamiki w cyfrowych zdjęciach, gdzie mamy do czynienia zarówno z ogólnym wrażeniem zależności między elementami najjaśniejszymi i najciemniejszymi, jak i miejscowym zakresem dynamiki w różnych fragmentach obrazu. Właściwy zakres tonalny uzyskuje się dopiero wtedy, gdy regulacji dynamiki wobec całego obrazu towarzyszy regulacja w obszarze szczegółów, której nie można przeprowadzić z użyciem jednego, globalnie działającego narzędzia. Wszyscy parający się cyfrową obróbką obrazów doskonale bowiem wiedzą, że zwykła regulacja kontrastu i jasności, czy nawet użycie do tego celu narzędzia poziomów wraz z histogramem (mówię tu o obróbce w Photoshopie) nie da takich efektów, jak użycie narzędzia krzywych, z możliwością wstawienia własnych punktów w newralgicznych miejscach i precyzyjnym ich ustawieniem. Od razu trzeba powiedzieć, że nie jest to zabawa dla początkujących, którzy często ograniczają się do użycia działających jak siekiera narzędzi typu Auto-Kontrast czy Auto-Poziomy.
I tu przechodzimy do SlickHDR, w którym mamy trzy procesory dynamiki, z których pierwszy (P1) jest swego rodzaju procesorem globalnym, działającym zgrubnie, a pozostałe dwa (P2 i P3) operują w zakresie dynamiki wyznaczonym przez ten procesor, jednocześnie wpływając też na jego działanie w sposób, który tak do końca trudno jest przewidzieć. Do tego dochodzą kontrolki odpowiedzialne za tonalność brzmienia oraz za włączenie do całego procesu filtrów niskich i wysokich częstotliwości. Trzeba jednak zaznaczyć, że działają one bardzo subtelnie, i podkręcenie gałki Low Freq lub Hi Freq wcale nie oznacza, że na wyjściu będzie więcej basu lub wysokich tonów; wręcz przeciwnie – ich dynamika może spaść.
Jak pracować z tą wtyczką? Proponuję wszystkie gałki w sekcji dynamiki ustawić na minimum, a w sekcji barwy na połowę. Podkręcamy Drive w P1, aż wskaźnik zacznie lekko wchodzić na żółte pole. Potem zwiększamy poziom Drive dla P2 i zostawiamy tak, aby działał mniej więcej tak samo jak P1. To samo robimy dla P3. Zmiany w P2 i P3 sprawią, że wskaźnik P1 zmieni swoje wskazania, więc korygujemy jego parametr Drive. To zmieni wskazania w P2 i P3, więc tak długo pracujemy z gałkami, aż wszystkie wskaźniki będą pracować w miarę podobnie, lekko wchodząc na żółte pole. Porównujemy brzmienie z procesorem i bez, i w razie potrzeby korygujemy ustawienia Trim (który moim skromnym zdaniem ma zbyt mały zakres regulacji w dół). Bardzo uważnie słuchamy materiału, i gdy pojawią się jakieś zniekształcenia, zwiększamy czasy Release w P2 i P3, cały czas kontrolując to, co pokazują wskaźniki. Teraz można spróbować ukształtować charakter brzmienia używając kontrolek w sekcji czerwonej.
Moje wnioski? Za SlickHDR warto włączyć płytko działający limiter, który podkreśli brzmienie procesora. Przy mocno nasyconych, dobrze zrównoważonych miksach efekty działania SlickHDR są mało spektakularne – potrafi rozmyć bas i wyostrzyć niepotrzebnie brzmienie. Na bębnach działa dość dobrze, podobnie jak na ścieżkach basu, gitar i syntezatorów. Najlepsze efekty uzyskałem jednak na wokalu, który po przetworzeniu przez SlickHDR zyskał głębię, klarowność, stał się wyrównany, czytelny i świetnie słyszalny w miksie. Prezentacja poniżej. Śpiewa Joanna Mews-Anuszkiewicz. Na zrzucie na początku postu widoczne są zastosowane ustawienia.

Glitchmaszyna za darmo (PC i Mac)

Opublikowano przez

fractureMiłośnicy bardzo intensywnych przekształceń sygnału bazujących na buforowaniu próbek i ich niezależnym przetwarzaniu w domenie czasowej, częstotliwościowej i fazowej z pewnością ucieszą się z faktu, że firma Glitchmachines udostępniła swój piąty bezpłatny produkt pozwalający na tego typu edycję. Mowa o procesorze Fracture, który mimo dość niepozornego wyglądu pozwala uzyskać wyjątkowo interesujące efekty brzmieniowe w stylistyce klikowej i glitch. Wtyczkę (PC i Mac) można pobrać stąd. Nie jest wymagana żadna rejestracja – wkładamy zakup do koszyka i udajemy się do kasy, gdzie od razu można pobrać plik.
Dość trudno jednoznacznie opisać, na czym polega działanie tego efektu, ponieważ w dużej mierze zależy ono od materiału wyjściowego. Mamy tu szereg komórek buforujących, wielofunkcyjny filtr, trzy LFO oraz delay, a wszystko to można łączyć w przedziwne kombinacje w celu stworzenia abstrakcyjnych i dynamicznych struktur brzmieniowych.
W poniższym przykładzie zmontowałem niewielki projekt w stylistyce minimal pop. Część ścieżek włączyłem do oddzielnej ścieżki-folderu, na której włączyłem Fracture oraz, na wszelki wypadek, limiter Loudmax. Grupę tę powieliłem, aby uzyskać równoległą obróbkę ścieżek poddanych „glitchowaniu” oraz ścieżek czystych, a niezależnie od nich uruchomiłem dwa ślady ze stopą i pętlami, z których sygnał przekierowałem też do grupy z efektem Fracture. Na całości pracował Loudmax, aby zabezpieczyć się przed dość niebezpiecznymi skokami poziomu wynikającymi z pracy procesora Fracture (który bywa niekiedy nieprzewidywalny). W czasie odtwarzania zmieniałem presety w procesorze, starając się dobierać moment zmian do węzłów aranżacyjnych w mojej mini-kompozycji.

Dochodzenie w sprawie Rolanda AIRA

Opublikowano przez

aira_introPeter Kirn z blogu CDM przeprowadził szeroko zakrojone działania śledcze związane z najnowszym produktem Rolanda, jakim jest AIRA. Postanowiłem pójść jego śladem i zrobić to samo we własnym zakresie. Samo urządzenie ma się pojawić w tym miesiącu, ale póki co owiane jest mgiełką tajemnicy. Śledząc jednak uważnie dostępne materiały firmowe można już coś powiedzieć więcej.
System AIRA to połączenie nowoczesnej technologii z klasyką. Zastosowana w nim zostanie nowa technika modelowania komponentów analogowych (Analog Circuit Behavior), bardzo podobna do tej, którą znamy choćby z instrumentu Monark firmy Native Instruments czy produktów francuskiej firmy Arturia, która na podobnej technologii oparła większość swoich emulacji klasycznych instrumentów analogowych. Zobaczmy jak to przedstawiają sami Japończycy:

Podsumujemy zatem to, co do tej pory wiadomo. W systemie AIRA znajdzie się też klawiatura z całą gamą różnego typu manipulatorów. W jego skład będą wchodziły cztery urządzenia. O maszynie perkusyjnej TR-08 już w zasadzie wszystko wiadomo, podobnie jak o urządzeniu o nazwie VT-3 Vocal Transformer. Teraz dowiadujemy się też o klawiaturze sterującej. O istnieniu czwartego elementu wiemy bardzo niewiele – w zasadzie tylko tyle, że jego dźwięki można usłyszeć w firmowej prezentacji systemu AIRA:

Mamy też mocno zakamuflowane zdjęcie nowego systemu, ale po dokonaniu różnego typu zabiegów edycyjnych w Photoshopie możemy przyjrzeć mu się bliżej:

aira_original

aira_edited

A zatem możemy już tylko czekać na oficjalną premierę nowego systemu, który zapowiada się wyjątkowo apetycznie.

Theremin w przeglądarce

Opublikowano przez

thereminTheremin, czyli legendarny instrument elektroniczny stworzony przez radzieckiego szpiega i konstruktora Lwa Termena, najbardziej znany jest w formie urządzenia produkowane przez firmę Moog, która na NAMM 2014 zaprezentowała jego nową, futurystycznie wyglądającą wersję o nazwie Theremini. Wyposażony w dwie anteny, do których zbliżając dłonie można regulować głośność i wysokość dźwięku, oferuje bardzo charakterystyczne brzmienie, które wszyscy kojarzą z wczesnymi filmami w stylistyce sci-fi, choć znalazł też zastosowanie w wielu utworach pop i rock, wykonywanych przez takich wykonawców jak Beach Boys czy Led Zeppelin.
Istnieją dziesiątki wersji Theremina w postaci wirtualnej, ale niedawno pojawiła się też aplikacja bazująca na javascript i Web Audio API, z której można korzystać z poziomu przeglądarki. Znajdziecie ją na tej stronie. Obsługa jest banalnie prosta. Poziomymi ruchami kursora w polu sterowania reguluje się płynnie wysokość dźwięku, a pionowymi jej głośność. Do sygnału możemy dodać efekt delay, wybrać cztery typy generowanych przebiegów oraz skorzystać z funkcji Scuzz, która pozwala dodać specyficzny rodzaj zniekształcenia.
Twórca aplikacji, Luke Phillips z Fermur Design, zapowiada jej dalszy rozwój, między innymi poprzez dodanie możliwości odtwarzania muzyki w tle wraz z graficznym obrazem jej widma, co znacząco ułatwi dodawanie własnych partii granych na tym pseudo-thereminie. W sumie fajna zabawa i ciekawe źródło inspiracji. Acha, i trzeba wspomnieć, że najlepiej działa w przeglądarkach Chrome i Safari – w Firefox są jeszcze drobne problemy z dźwiękiem.

Kolejny interfejs Thunderbolt

Opublikowano przez

zoom_tac2Możemy już oficjalnie ogłosić, że wchodzenie na rynek interfejsów z portem Thunderbolt nabiera rozpędu i w kolejnych latach każde nowe urządzenie pro-audio będzie w taki port wyposażone. Przewaga Thunderbolta nad USB 2.0 a nawet 3.0 jest oczywista i widoczna dla każdego. Przede wszystkim transmisja – 10 Gb na sekundę praktycznie bez żadnej latencji oznacza, że teoretycznie można przez ten port „przepuścić” w jedną i drugą stronę około 4.000 kanałów mono z rozdzielczością 24 bity i próbkowaniem 96 kHz (przy założeniu, że do transmisji takiego kanału potrzebujemy 2,5 Mb/s). Tylko od procesora komputera zależy, czy zdoła przetworzyć taką ilość danych w czasie rzeczywistym. Poza tym przez Thunderbolt możemy zasilać nawet dość wymagające prądowo urządzenia, ponieważ oferuje on napięcie 18 V i wydajność prądową pozwalającą na wydzielenie mocy 10 watów (w USB 2.0 jest to 5 V i 2,5 W). Wszystko wskazuje też na to, że dobrze zaprojektowane i wykonane interfejsy z portem Thunderbolt nie będą miały problemu z jitterem (przy zachowaniu asynchronicznego transferu, na który jest tutaj duuużo miejsca), co przekłada się na lepszą przestrzenność brzmienia.
zoom_tac2_2Wprawdzie do tej pory pojawiło się już kilka interfejsów Thunderbolt, ale są to raczej dość drogie urządzenia. Teraz mamy na rynku najnowszy interfejs, którego producentem jest firma Zoom. Urządzenie nosi nazwę TAC-2 i jest zaskakująco skromnie wyposażone, zważywszy na możliwości formatu Thunderbolt. Mamy tu bowiem tylko dwa wejścia mikrofonowo-liniowe combo i dwa wyjścia liniowe TRS 6,3 mm. Jest też wejście instrumentalne i wyjście słuchawkowe z niezależną regulacją głośności. Wszystkimi funkcjami możemy sterować za pomocą znajdującego się na panelu czołowym enkodera lub z poziomu aplikacji sterującej, która obsługuje też wbudowany procesor efektów.
TAC-2 pracuje z sygnałami próbkowanymi 24-bitowo z częstotliwością do 192 kHz, przy czym dla poprawy jakości przetwarzania konwertery pracują z 4-krotnym nadpróbkowaniem w obie strony (A/C i C/A). W sekcji przedwzmacniaczy zastosowano wysokiej jakości układy Burr Brown, pozwalające uzyskać do 60 dB wzmocnienia. Interfejs współpracuje z komputerami Mac wyposażonymi w OS X od 10.6.8 wzwyż. Spodziewana cena to ok. 450 dolarów. Wygląd i funkcjonalność urządzenia zdają się sugerować, że będzie ono sprzedawane m.in. w sklepach z produktami Apple.

Konkurs KVR: wspaniałe nagrody do zdobycia

Opublikowano przez

kvr_oscMarek Grabowski przypomniał mi (za co bardzo dziękuję), że właśnie ruszyła sześćdziesiąta już edycja konkursu One Synth Challenge organizowanego przez KVR Audio (to już pięć lat, od kiedy KVR organizuje tego typu przedsięwzięcie). Zasady są proste. Tworzymy utwór muzyczny w oparciu o tylko i wyłącznie jeden instrument VSTi freeware lub komercyjny. Instrument nie może bazować na samplach w rozumieniu całych fraz; próbki mogą być natomiast zastosowane jako źródła dźwięku dla oscylatorów, na czym zresztą bazuje wiele współcześnie dostępnych instrumentów wirtualnych. Generalnie chodzi o to, aby samemu wykręcić wszystkie barwy, i wtedy jest lepsza zabawa. Zachęcam Was do udziału, ponieważ w tym miesiącu KVR przygotował dla zwycięzców bardzo ciekawe nagrody – jest ich w sumie 22, a wśród nich znajdziemy m.in. KV331 Audio SynthMaster Factory, dowolną wtyczkę u-he (bez wtyczek dla Reasona), dowolną wtyczkę Native Instruments (myślę, że może to być np. Kontakt 5), dowolną wtyczkę Linplug, fenomenalny Lennar Digital Sylenth1, eaReckon EAReverb, Ableton Live 9 Standard Download i Wusik Station V6 Complete + Wusik EVE Full. Brzmi interesująco? Też tak myślę. A zatem do klawiatur i sekwencerów Panie i Panowie – pokażcie światu jaką muzykę się kręci w Polsce! Nie uda się w tym miesiącu? Nic straconego, konkurs jest organizowany co miesiąc, więc może w następnym, albo w jeszcze następnym… Produkcje wysyła się na kanał Soundcloud KVR OSC, a wszystkie szczegóły znajdziecie tutaj. Ta edycja konkursu trwa do 1 marca. Powodzenia!

Bezpłatny mini-host od Image Line

Opublikowano przez

minihostFirma Image Line, producent FL Studio, uważanego za najpopularniejszy na świecie programu DAW, przymierza się do oficjalnej publikacji bezpłatnego środowiska Minihost Modular. Mini-host to aplikacja (która może też pracować jako wtyczka) pozwalająca uruchomić w jej ramach inne wtyczki i dokonywać połączeń między nimi. Jeśli taki mini-host uruchomimy w trybie samodzielnym (stand-alone), to nie trzeba uruchamiać całego DAW, żeby sobie pograć – wystarczy wtyczkę z jakimś instrumentem aktywować w mini-hoście i grać do woli. To oczywiście tylko najprostsza możliwa konfiguracja, bo w zasadzie mamy do czynienia ze środowiskiem modularnym, które już jako wtyczka widziane jest z poziomu DAW jako pojedynczy instrument lub procesor, co bardzo ułatwia pracę.
Minihost Modular jest obecnie w fazie beta, ale już go można pobrać w wersji dla komputerów Windows (konieczna jest rejestracja na stronie Image Line, inaczej nie zobaczymy linku do pobrania). Niebawem ma się pojawić wersja dla komputerów Mac. Sam Minihost Modular przypomina pod pewnymi względami Patcher dostępny w FL Studio, ale jego funkcjonalność jest rozszerzona o możliwość pracy samodzielnej.
Warto zaznaczyć, że wtyczki 64-bitowe nie otwierają się w 32-bitowej wersji Minihost Modular, a zatem nie ma ona wbudowanego mostka do ich obsługi. Jeśli zatem zależy nam na ich wykorzystaniu, powinniśmy zainstalować też wersję 64-bitową minihosta. W preferencjach wersji samodzielnej możemy ustawić do sześciu portów wejściowych i wyjściowych MIDI, więc Minihost Modular może pracować jako funkcjonalne środowisko do gry na żywo.
Nie widzę niestety możliwości dodania więcej niż jednego folderu z wtyczkami, a zatem wszystkie nasze plug-iny, które chcemy wykorzystać w Minihost, powinny się znajdować na jednym dysku, by można go było przeskanować na okoliczność rejestracji wtyczek. Takie skanowanie może więc potrwać, zwłaszcza gdy włączymy opcję skanowania z weryfikacją (weryfikacja pozwala uniknąć kłopotów, gdy któraś z wybranych wtyczek nie będzie się chciała uruchomić).
Minihost ma także własny, całkowicie funkcjonalny edytor pianolowy, dzięki któremu bezpośrednio w nim możemy programować partie instrumentów na wielu ścieżkach. Jest też opcja użycia toru automatyki, funkcja Swing, metronom i miernik zasobów CPU. Sygnały audio w poszczególnych połączeniach możemy regulować pod względem poziomu, klikając na strzałkę i kręcąc kontrolką, która się wówczas pojawi. Jednym słowem – w pełni funkcjonalne i do tego darmowe środowisko do pracy z wtyczkami efektów i instrumentów. Komplet ustawień hosta (wraz z załadowanymi do niego i skonfigurowanymi wtyczkami) zapisujemy pod postacią pliku Graph, by móc go w każdej chwili przywołać.

Bezpłatne kursy SpectraLayers

Opublikowano przez

spectralayers21Edycja spektralna materiału audio nie jest zagadnieniem nowym, i kilka firm dość intensywnie zaczęło penetrować ten obszar oprogramowania (iZotope, Adobe, UI Software, Photosounder, Diamond Cut, a nawet Roland). Na ten moment jednak wydaje się, że najbardziej wszechstronnym i funkcjonalnym narzędziem do edycji spektralnej jest Sony SpectraLayers, aktualnie dostępny w wersji 2.1, którą dosłownie przed chwilą otrzymałem do testów, razem z najnowszym Sound Forge Pro Mac 2.0. SpectraLayers 2.1 różni się od wersji 2.0 kilkoma ciekawymi funkcjami, w tym narzędziem do redukcji/eliminacji pogłosu, poprawionym algorytmem redukcji szumów oraz opcją wysyłki odszumionego sygnału na oddzielną warstwę. Trzeba bowiem wiedzieć, że SpectraLayers pracuje na podobnej zasadzie jak Photoshop przy obróbce grafiki bitmapowej – możemy tworzyć różne warstwy, na każdej z nich edytować spektrum sygnału (także z użyciem wtyczek VST), a następnie zgrać całość do postaci pliku audio. SpectraLayers Pro 2.1 doskonale współpracuje z Sound Forge, teraz także z Sound Forge Pro Mac. A jak to wygląda w praktyce, przekonam się za kilka dni, gdy popracuję trochę z nowymi aplikacjami.
SpectraLayers otrzymał na właśnie zakończonych targach NAMM nagrodę Editor Choice od redakcji miesięcznika Sound on Sound. Z tej radości firma Sony postanowiła udostępnić zupełnie bezpłatnie komplet materiałów edukacyjnych w formie wideo (łącznie z rejestracjami webinariów), związanych z obsługą tego niesamowitego programu. Gorąco zachęcam wszystkich zainteresowanych tą tematyką do zapoznania się z zawartością tej strony. Można tam znaleźć mnóstwo interesujących informacji i porad na temat SpectraLayers i praktycznego zastosowania tej aplikacji.
Dodam tylko, że autorem SpectraLayers (początkowo Spectral Layers) jest mieszkający we Francji Robin Lobel (rocznik 1984), założyciel firmy Divide Frame, programista związany z rynkiem gier i produkcji filmowych. Stworzony przez niego SpectraLayers znalazł już zastosowanie w takich obrazach jak Men In Black 3, Total Recall, Twilight oraz The Hobbit. Program jest też wykorzystywany przez FBI. Ale to tajemnica…

Moog Sub 37 – parafoniczny syntezator analogowy

Opublikowano przez

Sub_37Tradycją już się stało, że nowe instrumenty firmy Moog wzbudzają w Sieci sporo zamętu. Tym razem winę za szum informacyjny ponosi sam producent, który umieścił na swoim forum grafikę przedstawiającą nowy, polifoniczny syntezator. Polifoniczny? Wolne żarty, zakrzyknęli internauci, spodziewając się zwykłej prowokacji ze strony firmy, która przez całą swoją historię słynęła raczej z produkcji instrumentów monofonicznych. Oczywiście zdarzały się wielogłosowe wyjątki, takie jak Polymoog czy Memorymoog, ale raczej nie były to instrumenty, które zapisały się na kartach historii muzyki tak wyraźnie jak Minimoog czy Moog Prodigy. Zostawmy jednak przeszłość za sobą, bowiem nowy produkt Mooga jest w istocie syntezatorem wkraczającym na obszary polifonii (choć nie w pełnym tego słowa znaczeniu).
Moog Sub 37 to dokładnie rzecz biorąc syntezator parafoniczny, który może odtwarzać dwa głosy równocześnie. Warto pamiętać, że parafonia nie jest jednoznaczna z polifonią, bowiem w trybie parafonicznym oba oscylatory mogą mieć niezależną wysokość dźwięku, ale współdzielą ze sobą obwiednie VCF i VCA. Sub 37 został oparty w dużej mierze na syntezatorze Subphatty, ma dwa takie same oscylatory, generator szumu i suboscylator. Równocześnie jednak instrument został znacząco zmodyfikowany i powiększony, co czyni go syntezatorem dużo bardziej zaawansowanym od jego poprzednika. Ma 37 klawiszy (z funkcją aftertouch, umożliwiającą dodatkową modulację), wyświetlacz LCD i znacznie więcej pokręteł, bowiem wszystkie funkcje zaawansowane, do których w Subphatty dostęp uzyskiwało się za pomocą skomplikowanych kombinacji przycisków, zostały przeniesione na panel czołowy. Ponadto mocno zwiększono możliwości modulacyjne syntezatora oraz dodano sekcję arpeggiatora. Sub 37 może pomieścić 256 presetów z barwami oraz ma programowy edytor działający jako samodzielny program lub wtyczka VST. Moog Sub 37 będzie dostępny w sprzedaży wkrótce, za cenę wynoszącą ok. 1.579 USD.
Dokładne specyfikacje dostępne są na stronie producenta. Poniższy filmik bardzo przekonująco prezentuje możliwości brzmieniowe nowego Mooga.

Stefan Głowacki

Interesujące (i bezpłatne) instrumenty dla Kontakta

Opublikowano przez

jd800_pic_1Marcin (mha) zwrócił mi uwagę na blog 0on3, na którym znajdziecie prawdziwą kopalnię bezpłatnych instrumentów dla samplera Kontakt (mniej obeznanym w temacie polecam kurs obsługi tego instrumentu), przy czym wielu czytelników tego bloga (mówię o 0on3) podkreśla, że niektóre ze znajdujących się tam pakietów są lepsze od ich komercyjnych odpowiedników. Instrumenty są porządnie zaprojektowane, z uwzględnieniem różnego typu modulacji i mają przyzwoitą, choć momentami dość dyskusyjną grafikę (np. Turd Machine…). Osoby tworzące własne biblioteki znajdą tam też poradnik na temat projektowania interfejsów graficznych dla instrumentów Kontakta wraz z zestawem podstawowych apli (teł), z których można skorzystać tworząc własne projekty. Wiele bibliotek na blogu 0on3 to sample klasycznych instrumentów, ale jest też mnóstwo innych interesujących brzmień.